Ulcia
Tak, oczywiście. Przydomniaczki każdego dnia dostają jedzonko. Nowy jest tak sprytny, że potrafi też wydębić jedzenie dla wszystkich od sąsiadów
U nas przydomniaczkowy spokój. To ukochana pora roku dla nich. Jest wielogodzinne wylegiwanie się na trawie brzuchem do góry, jest ganianie muszek i robaków wszelakich. Odpukać liczebność moich podopiecznych pozostała na poziomie 5 i mam nadzieję, że chwilkę dadzą mi odsapnąć w tym temacie. Henia i Frania nadal z dystansem. Loluś i Jacek to moje miziaki. A Nowy to da się pokroić za jedzenie. Zawsze, ale to zawsze jedzenie ląduje na jego łepetynie, ponieważ on musi ją wsadzić prosto pod puszkę. A zanim wybierze z której miski będzie jadł, to skosztuje jedzenia z każdej jednej jaka jest w jego zasięgu
Pozdrawiamy cieplutko
