Miały być zdjęcia, a zamiast tego za nami bardzo trudny tydzień.
Yoko wymiotowała, była apatyczna, zero apetytu - pierwsza diagnoza - coś jej zaszkodziło, druga - panleukopenia

zrobiono psi test na parwowirozę, który wyszedł ledwo pozytywny - w domu płacz, strach, panika. Na następny dzień byliśmy już u naszej pani doktor, test (koci) powtórzony dwa razy, oba negatywne, diagnoza - zatkanie, zastrzyki, kroplówki, karmienie strzykawką, oczekiwanie na wizytę w kuwecie albo chociaż w kuchni, bo Dzidzia od czwartku nawet tam nie wchodziła.
Od wtorku jednak z Yoko już o wiele lepiej, bawi się, miauczy za jedzeniem no i przede wszystkim normalnie się wypróżnia. Bardzo dużo stresów nas to kosztowało, bo byliśmy już prawie na stole operacyjnym.
Jakby było mało problemów, to Avariś tak niefortunnie zeskoczył ze schodów, że przez swoją masę i kafelki rozjechały mu się łapki i pozbył się górnego kła. Wierzcie mi że czuje się jak najgorszy koci właściciel na świecie

Po całej akcji Avariś wstał, otrzepał się, mlasnął parę razy i poszedł do misek

On też oczywiście po przeglądzie weterynaryjnym - nie ma stanu zapalnego, nie ma ropnia, nic nie jest opuchnięte a Avariś nie wygląda jakby zmniejszył mu się komfort życia.
W tym całym zamieszaniu na szczęście nie ma problemów z Cynką, która jest po prostu najbardziej szalonym kotem jakiego widziałam. Jej skoki, biegi, akrobacje, wspinaczka, namolność - ją trzeba poznać żeby zrozumieć
Powoli wracamy do normalności, a że przede mną wolne aż do wtorku to może tym razem uda mi się pokazać Wam ten dom wariatów.