Dziewczyny bardzo Wam dziękuję, jesteście po prostu kochane! <serce>
Moja nadzieja, że Meg wróci do siebie odżyła! <klaszcze>
Ale po kolei: odebrałam z lecznicy wszystkie polecane przez was specyfiki. Lizynę (weterynarz kazał mi dawać połowę kapsułki, raz dziennie rozpuszczonej w tłuszczu, bo tak organizm ją najlepiej strawi), Immunodol, a do tego zamówiłam Kitty’s Taurynę i Biotynę z witaminami B,C, E oraz minerałami, która jest jedyną tabletką, którą Meg zjada (na wszelki wypadek, gdyby nie udało się wmusić w nią podstawowych medykamentów). Do tego Salvikal z założeniem, że skoro Beaphar to jedna z niewielu firm, które toleruje ten „francuski piesek” zwany Kocinką, to może przemycę jakoś tę odżywkę do pożywienia. Kupiłam także puszki Cosmy, bo pomyślałam sobie, że jeśli dosypię to do jej ulubionego mokrego jedzenia (Sheby) lekarstwo, a ona to przypadkiem wyczuje, to będzie to definitywny koniec tych puszek. Puszki będą spalone, a ona do końca życia będzie jadła suche! Otworzyłam puszkę Cosmy kurczak z tuńczykiem i już wiedziałam, że będzie źle, ale rozdrobniłam lekarstwa na proszek. Łudziłam się, że może połknie ten Immunodol Cat, bo podobno niektóre koty traktują go jak przysmak, ale jak można się było spodziewać Meg do nich nie należy. Rozdrobniłam lekarstwa w połowie puszki i zadowolona nałożyłam do miseczki. Czekałam, czekałam i nic. Nawet do niej nie podeszła! Postanowiłam, więc karmić ją z ręki, zjadła połowę tej połowy, czyli jedną czwartą. Nie wiem ile było tam rozpuszczonych lekarstw. Trudno, będę musiała „podejść ją sposobem”. Może będę zabierała suche na noc i z samego rana karmić mokrym z rozpuszczonymi lekarstwami. Muszę coś wykombinować, żeby zjadła codzienną porcję lekarstw. Tylko, że głodzenie chorego kota, to chyba też nie jest najmądrzejszy pomysł. <oops>
Problem polega na tym, że ona nie je za wiele, żeby nie powiedzieć, że tyle co ptaszek. I teraz a propos ptaszków właśnie Meg na widok sroki za oknem otworzyła jedno zaropiałe oko i zobaczyłam ten błysk, który świadczy o tym, że stara Meg nie umarła, tylko siedzi gdzieś w obolałym ciałku! Chodzi slalomem, z oczu się leje, ale żyje! I ten błysk przywrócił mi wiarę w Kocinkę i w to, że się wyliże!
Słyszałam, że takiego herpers wirusa długo się leczy, tak że może być taka sytuacja jak z sznaucerką Danusi. Herpers wirusa miała Meg cały czas w oku, a teraz w wyniku całkowitego spadku odporności rozprzestrzenił się na całe ciało. To on jest prawdopodobnie odpowiedzialny za koci katar. Dorszka o tym zresztą pisała. Ja gdybym Dorszko wiedziała, że dwa zabiegi tak ją wycieńczą nigdy bym się nie zdecydowała, żeby przeprowadzić je równocześnie, ale to tak jak w zacytowanej na stronie myśli filozofa „Ironia życia leży w tym, że żyje się je do przodu, a rozumie do tyłu”. Mnie się właśnie wydawało, że jak dwa zabiegi, a nawet trzy (bo przecież miała mieć jeszcze udrożnianie kanalików łzowych) przeprowadzę pod jedną narkozą, to będzie dla kota lepiej, bo przecież z narkozy kot też się może nie wybudzić! To było dla Meg zbyt wiele!
Meg faktycznie bardziej interesowała się raną na grzbiecie niż na brzuchu. Rana po sterylizacji zeszła na drugi plan, bo Meg chciała za wszelką cenę rozdrapać sobie grzbiet i powyciągać stamtąd wszystkie szwy: zębami, pazurami itp.
Czytałam historię dziewczyn o sterylizacji ich podopiecznych, także wiedziałam z opisów, że może nie być różowo, ale nie myślałam że będzie aż tak czarno! Pod wpływem swoich ostatnich doświadczeń z Meg myśl o dokoceniu przeszła mi jak ręką odjął. Bartolko, ja się czułam cały czas mniej więcej tak jak Ty, gdy Bibi ganiała z alergią pokarmową po korytarzu, a Ty nie mogłaś jej dotknąć. I jeszcze na dokładkę nie wiedziałam, co jest bezpośrednią przyczyną tej agresji! Tylko, że ja mam jednego kota, a ty masz trzy! Pełen szacun dla każdego, kto ma więcej niż jednego kota w domu. <roll> Dla mnie to jest jakaś wyższa szkoła jazdy. A dbanie o harmonię w stadzie, to już nieomal koci uniwersytet!
Jeśli chodzi o zabawę, to cały czas usiłuję się bawić z Meg, ale Meg nie jest zainteresowana zabawą…. Usiłowałam się z nią bawić, gdy była w kubraczku żeby jakoś ukierunkować jej agresję, ale absolutnie nie chciało jej się ruszać. Teraz nie może też wodzić oczami, bo ma całe zaropiałe i załzawione. Kicha okrutnie. Myślę, że to jest dla niej bardzo duży wysiłek dla jej serca i brzucha, bo jest cała rozdygotana jak sobie kichnie. Myślę, że to kichanie rozdyma ją od środka i sprawia jej ból. Może te szwy jakoś rozciąga, albo powłoki brzuszne i grzbietowe, które się jeszcze nie zagoiły. Naprawdę mało z niej teraz zabawowa dziewczyna, bo mnie się wydaje że ona walczy… może nie o życie, ale z chorobą bardzo mocno i to nie są przelewki. Ona jest na takim etapie, że sobie cały czas śpi. Najlepiej lubi kolana, bo zapewniają dodatkowe grzanie. Jak się podnoszę i chcę ją z tych kolan „zdjąć”, to się zapiera wszystkimi czterema łapkami (prawie tak samo, gdy chcę ją wyjąć z transporterka). Tak, że myślę, że przestała się mnie już bać, bo ku mojemu zdziwieniu nie można jej od tych kolan odkleić. Jak jej wróci ochota do zabaw to myślę, że zacznie zdrowieć.
Dlatego ten błysk w oku, gdy zobaczyła srokę: bezcenny, za resztę (leki dla kota oraz opiekę weterynaryjną) zapłacisz kartą MasterCard!
Oto kilka zdjęć Meg. Musiałam zrobić też zdjęcie rany. Wygląda strasznie. Jak ją odkryłam była "kropką" wielkości palca.
Uploaded with
ImageShack.us
A na tych zdjęciach pozostałych wygląda bardzo dobrze, lepiej niż w rzeczywistości, chociaż jak śpi to trochę drga jakby miała jakieś koszmary. Jakieś dreszcze przez nią przelatują.
Uploaded with
ImageShack.us
A tutaj się przeciąga, to też dobry znak, bo ostatnio tak chorowała, że się nawet nie przeciągała!
Uploaded with
ImageShack.us
Z Feliwayem to jest bardzo dobry pomysł, muszę się w ten specyfik zaopatrzyć, bo słyszałam o nim wiele dobrego!
Dziękuję za wsparcie! <serce> Jesteście super!