Bulik Misiurno i Marcel Mazuria... trudna męska przyjaźń

Zapraszam do prezentacji Waszych kotów, wszelakiej maści, rasy i pochodzenia :)
Awatar użytkownika
Kamila
Agilisowy Rezydent
Posty: 3773
Rejestracja: 04 gru 2015, 13:01
Płeć: kobieta
Skąd: Bydgoszcz

Re: Mój liliowy skarb

Post autor: Kamila »

ojej, Aurorko :hug: :hug: , trzeba dać mu czas, to dla niego nowy domownik, musi się przyzwyczaić i oswoić.. Trzymam <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> żeby Bunio i Marcelek przekonali się do siebie.
Awatar użytkownika
Limonka
Agilisowy Rezydent
Posty: 1792
Rejestracja: 19 maja 2015, 15:43
Płeć: Kobieta
Skąd: Warszawa

Re: Mój liliowy skarb

Post autor: Limonka »

aurora80 pisze:Dodatkowo Marcelek nic a nic nie chce suchego.
aurora, Luke do dzisiaj suchego jeść nie chce, nawet jak wracam bardzo późno w jakiś dzień, to będzie siedział głodny od śniadania i czekał na mokre <roll>

Z każdym dniem powinno być lepiej, Marcelek przesiąknie zapachem domu, Bunio też się przekona powoli, że Marcelek to nie powód do buczenia tylko fajny kompan do zabaw. Nie od razu Kraków zbudowano. Musisz być optymistycznie nastawiona bo koty przecież wyczuwają Twój nastrój.
aurora80
Posty: 648
Rejestracja: 12 cze 2015, 23:41
Płeć: kobieta
Skąd: Warszawa/Marki

Re: Mój liliowy skarb

Post autor: aurora80 »

Limonka pisze:
aurora80 pisze:Dodatkowo Marcelek nic a nic nie chce suchego.
aurora, Luke do dzisiaj suchego jeść nie chce, nawet jak wracam bardzo późno w jakiś dzień, to będzie siedział głodny od śniadania i czekał na mokre <roll>
No my jesteśmy w podobnej sytuacji. Nie ma nas większość dnia w domu. Dodatkowo ja pracuję w consultingu w jednej z korpo z tzw. Big4 więc moje godziny pracy bywają mocno elastyczne...Martwię się, jak on sobie da radę. Bunio od zawsze jadł chrupki. Oczywiście kocha puszeczki i wołowinkę (kurczaczek jest blee) ale jest to dla niego raczej odświętny posiłek (raz na dwa dni) a nie codzienność. Na co dzień wcina Orijena Cat & Kitten i nie ma z tym najmniejszego problemu. A czym i w jakich ilościach karmisz Luke'a?
Awatar użytkownika
Limonka
Agilisowy Rezydent
Posty: 1792
Rejestracja: 19 maja 2015, 15:43
Płeć: Kobieta
Skąd: Warszawa

Re: Mój liliowy skarb

Post autor: Limonka »

Rano i wieczorem Luke dostaje mokre, jak surowe mięso (je każdym rodzaj, i wołowinę, i indyka, i cielęcinę) to jakieś 120g (dodaję FC) i zazwyczaj się drze że mało, to otwieram jakąś puszkę i daję 1/3, 1/2, w zależności jaka wielkość. Jeśli to akurat puszka zamiast mięsa to najczęściej 100g (pół puszki PONa 200g albo puszki CFF, tacka Miamora, saszetka Schesir-a). Jak krzyczy że mało, to jak przy mięsie, dostaje jeszcze trochę. Czasami jak Sissi nie ma humoru i zostawi trochę swojego, to doje po niej wszystko....
Jak mam dzień że pracuję z domu, to wtedy nie dostaje tej dokładki rannej i wieczornej, tylko tak w ciągu dnia dostaje to trochę.

Z Sissi o tyle lepiej że ona jednak je suche, nie jakieś wielkie ilości, ale jednak w ciągu dnia i w nocy sobie podgryza. Na Luke'a nawet RC brytkowe w misce nie działa.
W ogóle muszę ich pilnować przy jedzeniu, bo Luke się wycwanił. Je tak 2/3 swojego, potem leci do miski Sissi (on je na podłodze, ona na blacie żeby mogła jeśc w spokoju), i jak go nie powstrzymam w ataku na jej miskę to zjada to w czym jej zdołał przerwać (ona mu ustępuje bez mrugnięcia okiem), a potem leci dojeść swoje co zostawił. Komedia na kółkach <lol>

Cały czas jednak mam nadzieję, że Luke się do tego suchego przekona na nowo (w hodowli jadł). A jak nie.....no cóż, póki co wyjechanie gdzieś na działkę do znajomych na noc i powrót rano dnia następnego odpada.
Awatar użytkownika
Limonka
Agilisowy Rezydent
Posty: 1792
Rejestracja: 19 maja 2015, 15:43
Płeć: Kobieta
Skąd: Warszawa

Re: Mój liliowy skarb

Post autor: Limonka »

on chyba jest w stanie zjeść wszystko...właśnie go przyłapałam nad ciastem, wcinającego wierzchnią warstwę (kajmak posypany płatkami migdałów). Zostawiłam dosłownie na chwilę i nie przykryłam folią....zgoniłam z blatu, siedzi z miną niewiniątka i się oblizuje <diabeł>
Awatar użytkownika
Beate
Agilisowy Rezydent
Posty: 6863
Rejestracja: 18 kwie 2013, 07:36
Płeć: kobieta
Skąd: Łódzkie

Re: Mój liliowy skarb

Post autor: Beate »

<lol> :hidden:
aurora80
Posty: 648
Rejestracja: 12 cze 2015, 23:41
Płeć: kobieta
Skąd: Warszawa/Marki

Re: Mój liliowy skarb

Post autor: aurora80 »

Limonka pisze:Rano i wieczorem Luke dostaje mokre, jak surowe mięso (je każdym rodzaj, i wołowinę, i indyka, i cielęcinę) to jakieś 120g (dodaję FC) i zazwyczaj się drze że mało, to otwieram jakąś puszkę i daję 1/3, 1/2, w zależności jaka wielkość. Jeśli to akurat puszka zamiast mięsa to najczęściej 100g (pół puszki PONa 200g albo puszki CFF, tacka Miamora, saszetka Schesir-a). Jak krzyczy że mało, to jak przy mięsie, dostaje jeszcze trochę. Czasami jak Sissi nie ma humoru i zostawi trochę swojego, to doje po niej wszystko....
Jak mam dzień że pracuję z domu, to wtedy nie dostaje tej dokładki rannej i wieczornej, tylko tak w ciągu dnia dostaje to trochę.

Z Sissi o tyle lepiej że ona jednak je suche, nie jakieś wielkie ilości, ale jednak w ciągu dnia i w nocy sobie podgryza. Na Luke'a nawet RC brytkowe w misce nie działa.
W ogóle muszę ich pilnować przy jedzeniu, bo Luke się wycwanił. Je tak 2/3 swojego, potem leci do miski Sissi (on je na podłodze, ona na blacie żeby mogła jeśc w spokoju), i jak go nie powstrzymam w ataku na jej miskę to zjada to w czym jej zdołał przerwać (ona mu ustępuje bez mrugnięcia okiem), a potem leci dojeść swoje co zostawił. Komedia na kółkach <lol>

Cały czas jednak mam nadzieję, że Luke się do tego suchego przekona na nowo (w hodowli jadł). A jak nie.....no cóż, póki co wyjechanie gdzieś na działkę do znajomych na noc i powrót rano dnia następnego odpada.
Dla mnie to jednak jakaś abstrakcja niestety, bo Bunio z puszek to wyłącznie fileciki Moonlighta tyka i tego się trzymamy. A co do mięsa surowego to mnie kiedyś wet poinformował, że kocioł powinien dostawać nie więcej niż 2 łyżeczki (bo więcej jest niezdrowo) i my generalnie więcej niż 40-50g nie dajemy (bo mniej to by jednak tortura dla niego była) i teraz mam przez to dylemat jak małego karmić...
Awatar użytkownika
Sonia
Agilisowy Rezydent
Posty: 16876
Rejestracja: 11 mar 2010, 09:51
Płeć: K
Skąd: Orzesze

Re: Mój liliowy skarb

Post autor: Sonia »

Wiem, jak ciężko patrzeć na rezydenta takiego smutnego, ale z czasem to przejdzie.
Staraj się często koty głaskać naprzemiennie, żeby oboje przeszli swoim zapachem i zapachem domu.
Dobrze jest też jakieś smakołyki im dawać na przemian z ręki np. przysmaczki z Cosmy.
Stresujące sytuacje rozładowuj zabawą, piórkami, laserkiem.
Trzymam kciuki, żeby ten trudny czas, jak najszybciej minął <ok>
aurora80
Posty: 648
Rejestracja: 12 cze 2015, 23:41
Płeć: kobieta
Skąd: Warszawa/Marki

Re: Mój liliowy skarb

Post autor: aurora80 »

Sonia pisze:Wiem, jak ciężko patrzeć na rezydenta takiego smutnego, ale z czasem to przejdzie.
Staraj się często koty głaskać naprzemiennie, żeby oboje przeszli swoim zapachem i zapachem domu.
Dobrze jest też jakieś smakołyki im dawać na przemian z ręki np. przysmaczki z Cosmy.
Stresujące sytuacje rozładowuj zabawą, piórkami, laserkiem.
Trzymam kciuki, żeby ten trudny czas, jak najszybciej minął <ok>
Oj wiem, wiem. Serce mi pęka i ciągle się pojawia pytanie, czy mój Bunio znowu będzie sobą... Jeśli nie to raczej sobie tej odrobiny egoizmu nigdy nie daruję :(((( Dzisiaj karmiłam ich na zmianę wołowinką, bo co do przysmaków to raczej nie wyjdzie... Marcel nie tyka przysmaków, bo to suche, Bunio nawet zjadł, choć nie z taką ogromną, traktorzącą na całą kuchnię ochotą, jak zawsze ;-( W stresujących chwilach z zabawą nie da rady, bo Bulik, abstrahując od faktu, że od dawna w nic innego niż gonienie za piłeczką z paragonu (ew. folii) bawić się nie chce, to w takich chwilach nawet nie myśli o zabawie. Nawet na swoje imię już nie reaguje, nie gada do mnie, nie ociera się ...
Awatar użytkownika
Sonia
Agilisowy Rezydent
Posty: 16876
Rejestracja: 11 mar 2010, 09:51
Płeć: K
Skąd: Orzesze

Re: Mój liliowy skarb

Post autor: Sonia »

U mnie, zanim Tamiś znowu wrócił do swojego normalnego zachowania, to minęło pół roku, ale na jego samopoczucie nałożyła się też strata Brysi i w tym samym czasie zmiana miejsca zamieszkania, więc może dlatego u nas to aż tyle trwało. Poza tym znaczna różnica wieku, bo Tamiś miał już 5 lat, jak przyjechał postrzelony Tobinek <mrgreen> Trzymam kciuki, żeby u Was się szybciej koteczki zaprzyjaźniły, a Buniu wrócił do swoich starych zwyczajów <ok> <ok> <ok>
Zablokowany