Luinloth pisze: ↑28 lut 2020, 16:36
Kciuki!
(Czy każda kotka, która miewała ruje i rodziła kocięta, jest zagrożona? Nawet jak była wykastrowana młodo?

)
Tak, tylko kastracja przed pierwszą rują zabezpiecza przed takimi niespodziankami.
Jesteśmy już po. Tym razem się udało. Piszę tym razem, bo pierwsze podejście było tydzień temu, w innej klinice, pomyślałam sobie, że jeśli gdzieś ktoś chce specjalizować się w takich zabiegach, to może... Zabiegu nie wykonali, bo w trakcie premedykacji Borgia zeszła. Odratowali ją, ale było ciężko, lekarze byli BARDZO wystraszeni, i jak ją przywrócili na tę stronę, nie podejmowali się już zabiegu. O swoich emocjach pisać tu nie będę, bo nawet pisanie za bardzo mnie rusza. Borgia wróciła do domu, ja na drugi dzień pojechałam do mojej rodzinnej wet. Pokazałam papier z opisem, jakie leki były zastosowane, żeby wiedziała, co mogło ewentualnie zaszkodzić, i powiedziałam, że jak ma się stać coś złego, to chcę, żeby to się stało przynajmniej "u swoich", w rodzinie.
Moja pani popatrzyła na zestaw, zaproponowała, żeby może jednak zaczekać, żeby Borgia zregenerowała się bardziej, ale ja uprosiłam, żeby zrobić za tydzień. To jest nowotwór, nigdy nie wiemy, ile da nam czasu. Lekarze powiedzieli, że bardzo szybko wychwyciłam zmianę, że jest malutka, że wszystko będzie dobrze, ale ona dziś jest malutka, a jutro - kto to może przewidzieć?
Borgulek wróciła wczoraj wieczorem, jedna listwa usunięta, za jakiś czas usuniemy drugą. Szczerze mówiąc, powinnam chyba ze wszystkimi dziewczynami postąpić jak Angelina Jolie, wyciąć wszystko, póki są młode. Rozmawiałam już o tym z moją wet, myślę o tym bardzo poważnie, i jeśli ona po przeanalizowaniu plusów i minusów zgodzi się, na pewno to zrobię.
Przy okazji Borgulek ma wyczyszczone ząbki
