Strona 36 z 52
Re: Nasz Britek
: 26 mar 2014, 20:13
autor: CMQ
Dzięki za Wasze wsparcie. Tulimy Miltona, tulimy siebie nawzajem, przetrzymamy. Miltuś zaczyna bardzo, bardzo do nas lgnąć, więc działa jak lekarstwo.
Re: Nasz Britek
: 26 mar 2014, 20:22
autor: Kathi
Tak mi bardzo przykro
Wazne ze Milton jest z wami <serce> i razem to jakos przetrzymacie

Re: Nasz Britek
: 27 mar 2014, 12:47
autor: yamaha
Ojej...
Nie ma mnie ostatnio na forum, niestety, i dopiero doczytalam, co sie dzialo z kotkiem.
Tak bardzo mi przykro...
Trzymajcie sie dzielnie, zrobiliscie co bylo mozna.
Czasem tak po prostu musi byc.
Re: Nasz Britek
: 27 mar 2014, 13:34
autor: CMQ
Pociesza mnie trochę, że nie cierpiał w sensie dosłownym i przynajmniej ostatniego dnia nie był świadomy tego, co się dzieje. Szczególnie też martwię się o żonę, to był przede wszystkim jej kotek, jest bardzo smutna. Naprawdę przeżyliśmy to mocno, kociaki traktujemy jako rodzinę, nie potrafimy inaczej. Byliśmy przy Dexiu do końca, nie zostawiliśmy go też u weta.
Re: Nasz Britek
: 27 mar 2014, 14:39
autor: Becia
Wiem, że to banał, ale czas leczy rany. Żona musi przejść okres żałoby, to naturalne
W lipcu zeszłego roku straciłam swoją najukochańszą sunię. Dopiero siedem miesięcy po jej śmierci, udało mi się pierwszy raz myśląc o niej nie płakać. Mój mąż też się już o mnie martwił, ale poradziłam sobie.
Re: Nasz Britek
: 27 mar 2014, 17:04
autor: CMQ
Żeby nie było, ja też ryczę. Czasu trzeba.
Re: Nasz Britek
: 27 mar 2014, 17:11
autor: asiak
Re: Nasz Britek
: 27 mar 2014, 18:35
autor: Becia
CMQ pisze:Żeby nie było, ja też ryczę. Czasu trzeba.

Re: Nasz Britek
: 27 mar 2014, 19:47
autor: Kathi
Re: Nasz Britek
: 27 mar 2014, 20:00
autor: Fusiu
Nie wiem jak do tej pory nie widziałam tego wątku. Weszłam dziś.. czytam od 1 strony z zainteresowaniem. A tu takie wieści.
Tak bardzo mi przykro. Dużo siły dla Was kochani. DUŻO