No to wlepiam obu Ozzów.
Podobieństwo jest bardziej charakterologiczno- temperamentowe niż wizualne. Kiedyś okazjonalnie oglądalam telewizyjny szoł The Osbournes na MTV, w którym Ozzy snuł się po domu szurając kapciami po dywanach, mamrotał coś pod nosem i nie radził sobie z życiem ogólnie, ale jak tylko stawał na scenie- dostawał zastrzyku energii, biegał, skakał, polewał ludzi wodą z wiadra, zakładal to wiadro na głowę i śpiewał, że jest Iron Man...
Mój Ozz bywa znudzonym mrukiem, jak nie ma ochoty- to się nie bawi, odwraca się i przygarbiony idzie sobie znaleźć kąt do przekimania. A za chwilę biega z szaleństwem w oczach. Jest flegmatykiem i ADHDowcem w jednym.
Oba Ozzy mają jeszcze jedną wspólną cechę- na większości zdjęć mają jakieś głupie miny <lol>
Podczas robienia tego kolażu przejrzałam trochę zdjęć z początków pobytu Ozza u nas. Byl już wtedy dużym kociakiem, miał 5 miesięcy, ale strasznie się rozczuliłam patrząc na te najstarsze fotki. Taki szczurek, chudzielec, maluch, rozczochr i wariat... Teraz mam poważne kocisko, tak jak chciałam wtedy... Ale tęskno mi do czasów gdy Ozz skladał się głównie z uszu

a duchy na jego futrze były dużo wyraźniejsze...
