sandra pisze:Mojego pierwszego kota musiałam wykastrować we własnym zakresie, Nanek przyszedł juz wykastrowany, to super wygoda i nie trzeba sie martwić, ze przy całym stresie związanym z dokoceniem dojdzie kolejny - kastracja. Stres i moj i kota <mrgreen> Ja juz bym nie zdecydowała sie na kota wydanego bez kastracji. W ogole czemu chcesz negocjować kastrację w okolicy pół roku?

Przeciez jak juz kot bedzie u Ciebie to nie musisz miec błogosławieństwa hodowcy, zeby wykastrować. Hodowca Filipa tez uważała, ze lepiej przed 9 miesiącem nie kastrować, ja nie miałam zamiaru tak długo czekać, wiec po prostu umówiłam sie na zabieg i juz.
Szkoda, ze matka nie ma aktualnych badan serca i genetycznych na PKD (do pkd wystarczą potwierdzenia, ze jej rodzice byli zdrowi). Za pierwszym razem nie zwracałam na takie rzeczy uwagi, ale teraz bym juz nie odpuściła, badania rodziców to podstawa.
Nasz Funfel też był wykastrowany gdy do nas trafił. Chodzi o to, że zdania dotyczące wczesnej kastracji są bardzo różne zarówno wśród hodowców i wetów. Ja tam nie zamierzam się z którąś stroną kłócić czy do czegoś przekonywać bo sądzę, że jest to raczej skazane na niepowodzenie ;) Gdybym szła takim tokiem rozumowania, że kot jak jest u mnie, to mogę robić co chce, to równie dobrze zamiast kastrować mogę sobie go rozmnażać ;) No w moim odczuciu jednak po to się umawiam z kimś na dane rozwiązanie i podpisuję się pod tym, żeby się z tego wywiązać i np. nie kastrować kociaka jak jest malutki skoro hodowczyni jest temu otwarcie przeciwna.
Wydaje mi się, że półroczny niewykastrowany kociak to ma w głowie zabawy a nie walkę na śmierć i życie i znaczenie terenu - tak przynajmniej wywnioskowałam z rozmowy z hodowczynią z Miasta Snu oraz po kontakcie z Mazurią, i ten wiek jakoś tam obie strony satysfakcjonuje. Nie jest to super wcześnie, ale też nie dopuszczam do sytuacji, że ewentualny nowy kocioł wyładowuje się na Funflu a jego mocz wali, a ja umieram
Co do samej tej kastracji, to ja osobiście uważam, że kastrowanie takich maleństw jest trochę creepy. Zwłaszcza dziewczynek. Rozumiem, że robi się to z lęku przed pseudohodowlami ale sama chyba wolałabym mieć świadomość, że zabieg/operacja ta ma miejsce ciut później (np. po 4-6 miesiącu życia kota). Z punktu widzenia medycznego się nie wypowiadam bo naprawdę słyszę milion opinii i nie wiem jak jest najlepiej. Jasne, że wzięcie od razu wykastrowanego malucha to najwygodniejsza opcja, ale nie w każdej hodowli jest to standardem.