jeju ....
jestem, jestem ... ale na kompie mało siedzę i dlatego nas brakuje tutaj ....
w międzyczasie faktycznie wróciliśmy z letniego domu ...
dwa dni załamania ... ciasno, mało miejsca do biegania ... <lol>
ale szybko wszystko doszło do normy ...
kociska mają więcej kontaktu ze sobą bo w letnim domu każdy potrafił się zaszyć w swoim rejonie ...
teraz wspólne ganianki wróciły do normy ...
ale chyba w jednej z takich ganianek Izarka pacła Bronka w oko ...
któregoś dnia zauważyłam, że oko Bronusia bardzo łzawi, przemywałam świetlikiem ale poprawy nie było ...
drugi dzień to samo ... dodatkowo zajrzałam w głąb oka i zobaczyłam, że jest bardzo zaczerwienione ...
przestraszyłam się i pędem pobiegłam do veta ...
Vet też troszkę zaniepokoił się tym zaczerwienieniem, wkropił jakieś zielone krople i dokładnie obejrzał oko ...
na szczęście żadnych uszkodzeń nie stwierdził ...
zaaplikował antybiotyk, przeciwbólowe i dał kropelki do wkrapiania w domu ...
za dwa dni kazał stawić się na kontrolę ... było lepiej ... ale antybiotyk jeszcze raz powtórzył ...
kazał kropić oczko jeszcze przez pięć dni ...
no i z oczkiem jest już wszystko w porządku ...
jak zwykle u veta Bronuś był grzeczniutki jak przysłowiowa trusia ... <mrgreen>
uprzedził mnie, że w domu tak grzecznie z wkrapianiem kropli do oczu raczej nie będzie ...
ale jakże się mylił ... <lol>
Bronuś grzeczniutko dawał sobie krople wkrapiać... jakby wiedział, że to mu pomaga ...
kochany ten mój niedźwiedź ...
ale jak go z daleka Izarka obchodziła po wizycie u veta ... <lol> i jak śmiesznie noskiem niuchała ten obcy zapach ... <lol>
Izarka natomiast szaleje za laserkiem ... i kocha wszystkich którzy się z nią tym laserkiem bawią ...
przed Panem siada jak mumia i czeka cierpliwie, a właściwie wymusza wzrokiem aby laser użyć...
no i zrodziła się między nimi bardzo głęboka więź o którą jestem normalnie zazdrosna ... <lol>
Dalej śpi mi na klacie, biega i krzyczy po domu jak się nudzi i kochana jest bardzo ... <serce>
na dzisiaj tyle bo troszkę już późno .... :-)