Dziękuję bardzo Wam wszystkim za wsparcie... Jak u nas? No cóż, ni jak bym rzekła. Maleńki jest przekochany, jest straszną drobinką i zwierconą wiewióreczką. Cudnie się wszystkim bawi i ma niespożyte pokłady energii. Bunio nigdy nie był takim stworkiem nakręconym. Przypomina mi postać z kreskówki, bo jest takim właśnie kreskówkowym słodziakiem <zakochana>
Relacje między chłopakami są w powijakach. Raz jest całkiem normalnie, tzn. przechodzenie obok siebie bez ofuczyn i panterołacznych dźwięków, podejście Bunia i takie normalne popatrzenie się i odejście a za kilka chwil straszenie małego przez Bulika, tj. podbieganie do niego i czajenie się. Na plus, że Buniowi udało się dzisiaj powąchać łapy Marcelka jak maleńki sobie spał na drapaku. Wiem, że od jakiegoś czasu zależało mu na jego obwąchaniu ale Marcel się nie dawał więc myślę, że to był jednak jakiś sukces. Nie bawią się oczywiście razem ale miałam nadzieję, że Bunio pozostanie już po tym takim obojętnym misiem i przynajmniej nie będzie na niego syczał i robił spinki łowczej. Po powrocie od veta bulik był całkiem spokojny. Jeden miś drzemał sobie na drapaku a drugi w progu pokoju. Miałam wrażenie, że pomimo przejść zdrowotnych, stresującego pobytu w poczekalni gdzie były psy a następnie podania kroplówki nieco się wyciszył i stał się nieco bardziej tolerancyjny. Uwierzył w to chyba też Marcelek, bo jak podałam Buniowi jego karmę od Pani Vet to bez obaw podleciał do miski Bulika i też chciał z niej jeść. Bliskość tej wielkiej szarej główki nie onieśmielała go i nie była mu straszna. Oczywiście Pan Pantera go obsyczał ale to mi się wydawało całkiem normalne. Później jednak syczenie i dacie japki robiło się co raz śmielsze i częstsze.
Jednak jak ich widzenie trwa ok. 2 godzin to robi się nieciekawie, tj. Bulik zaczyna się robić agresywny a Marcel zaczyna się go bać, zaczyna się bać każdego dźwięku za swoimi pleckami. Jest wtedy taki strasznie biedny i bezbronny, a przecież dzisiaj się całkiem starał, raz się nawet położył kołami do góry przed naszą liliową panterą. Byłam z niego taka dumna, że nie machał już na Bulika łapą

No ale nasze ciele nie potrafiło tego docenić.
Jutro Bunio znowu jedzie do Pani vet na zastrzyk, podobnie w środę... mam nadzieję, że w jego brzuszku jakoś się ustabilizuje sytuacja.
A to dzisiejsze fotki, bo pomimo tego całego zamieszania coś tam udało mi się komórką wyłapać.
Czyż nie jestem przystojny?

No dobra może nie przystojny ale na pewno uroczy...

Nudno tu trochę, ten szary nie chce się ze mną bawić... zdrzemnę się

Jedyny plus tej sytuacji to to, że mnie z kopalni uratowali.... a i tak nie wiem czy zdołam te łaputy kiedyś domyć <mrgreen>

Wiewiór pamiętaj, że mam Cię na oku

Nudne to zajęcie i wcale mi się nie podoba

Przynajmniej fajny posag wniósł, jest na czym głowę oprzeć...

3majcię proszę za nas dalej kciuki bo bardzo ich potrzebujemy, a jak wszyscy wiedzą forumowe kciuki czynią cuda :-)