aneby pisze:Ja wiem, że to brzdąkanie było wkurzające, ale nie mogę się powstrzymać <lol>
U mnie wystawienie futra z sypialni skończyło się głośnym miałkiem, przy którym stopniałam jak wosk i z powrotem wpuściłam kota <roll>
Ja mam tak, że nawet gdybym go wystawiła za drzwi sypialni, to i tak by wszedł, bo mam wszędzie pootwierane drzwi we dnie i w nocy.
Nie potrafię spać przy zamkniętych drzwiach (wejściowe jedynie zamknięte na cztery spusty <lol> ). A to dlatego, że 13 lat temu, kiedy byłam w 8 miesiącu ciąży, podczas mojej obecności w domu, wszedł mi do chaty złodziej. Czy ja już wspominałam, że urodziłam się 13-go? <lol> Miałam wtedy pozamykane drzwi w każdym z pomieszczeń. Mieszkanie było dopiero co oddane do użytku, jeszcze czuć było beton wszędzie i nie zrobiliśmy podstawowej rzeczy, jaką jest wymiana wkładki w zamku. Złodziej (zapewne były pracownik budowy) otworzył sobie drzwi własnymi kluczami!!!

Zanim to zrobił, dał krótki sygnał domofonem, na który nie zareagowałam, gdyż jak już wspominałam, miałam wielki brzuch. Gość pewnie pomyślał, że nikogo nie ma i wszedł sobie do mieszkania. Sądziłam, że to mąż, więc nie wstałam od razu (przypominam: brzuch!). Ale przez szklane drzwi (szkło takie grube, nieprzejrzyste) zauważyłam, iż gość ma kaszkiet, a takowych przybrań mój mąż nie nakładał. Podniosłam się, facet usłyszał szelest, zobaczył zarys hipopotama i zwiał. Dopiero wtedy do mnie dotarło, co się w ogóle wydarzyło <strach>
A teraz puenta: mieliśmy z mężem schowaną w mieszkaniu kasę sprezentowaną przez gości ślubnych, która miała nam posłużyć na zakup wyprawki (było tego ponad 5 tys. PLN + 200 marek niemieckich - 13 lat temu to nie było tak mało). Zabrałam tę kasę, wyszłam z mieszkania i zostawiłam mężowi kartkę z tekstem: W DOMU BYŁ ZŁODZIEJ, PRZYJDŹ PO MNIE NA UCZELNIĘ.
Wtedy telefony komórkowe nie były tak powszechne jak teraz, mieliśmy jeden na spółę. To sobie wyobraźcie, co mój mąż przeżył, gdy zajrzał w miejsce, w którym miała być kasa <lol>
W każdym razie od tamtej pory nie zamykam żadnych drzwi (poza wejściowymi i od toalety <diabeł> ), ponieważ tylko w otwartej przestrzeni czuję się bezpieczna. Czuję, że mam nad nią kontrolę.
Stąd też Bono ma super luz w chacie i włazi, gdzie popadnie (tylko do naszej toalety ma zakaz wstępu <mrgreen> , ale ma swoją własną w łazience

).