Przejęłam się dzisiaj i postanowiłam nadrobić ze zdjęciami. Aparat nie jest mój, tylko córki a ona wyjechała na dłużej. Nic to, przecież dam radę, obsługuję zaawansowany sprzęt biurowy codziennie, potrafię zrobić analizę złożonego zagadnienia pod presją czasu, zdjęcia to łatwizna.
Natrzaskałam zdjęć ile się dało ( albo tak mi się wydaje

). Koty współpracowały.
Teraz kabel- gdzie jest kabel do aparatu? Przerzuciłam pół domu, w tym pokój córki co już naraziło mnie na ogromny stres. Nie ma kabla. To znaczy są- mnóstwo kabli ale żaden kabel nie pasuje do tego dziwnego otworu w aparacie <zły> .
Już miałam dość, koty zachwycone zamieszaniem i powstałym w wyniku szukania bałaganem. I ten ogromny kłąb kabli na środku pokoju. Tylko gdzie jest ten właściwy, dopasowany do... Chwileczkę , no tak, to nie ten otwór <oops> . Aaaaa teraz to jest ok i okazuje się, że pasuje nawet kilka kabli.
Dobrze, aparat podpięty, ale... nie gada ze mną

Dlaczego nie mogą zobaczyć zdjęć? No tak, chyba bateria aparatu wysiadła <wsciekly> . A ja nie mam pojęcia jak wygląda ładowarka do baterii.
Iść szukać ? Aż boję się myśleć co tym razem mogę dopasować <shock>