kochane dziewczyny
bardzo dziekuję Wam za wsparcie

(jesteście wspaniałe!) i za to, że z nami jesteście.
pisałam już to w pw, ale powtórzę i tutaj:
od kiedy ta mała kota pojawiła się u nas nie mogłam wyrzucić tego kociaka z domu, lub zabrać do schroniska, ale sytuacja była niespodziewana, niezaplanowana i nie zbyt dobra (dla nas- bo nie byliśmy odpowiednio przygotowani na dokocenie, i co za tym idzie dla naszych zwierzaków- moje zwłaszcza nerwy i panika o kociaka udzielały się w domu- atmosfera była bardzo napięta).
dlatego też, mimo, że kotka był sliczna i urocza, i już skradła moje serce- dziś pojechała do nowego domu- i mam nadzieję docelowego.
koleżanka mojej dobrej znajomej wyraziła chęć adopcji- i właśnie dziś (po tej akcji z Leszkiem, po tym że nawet nie mamy jeszcze porządnego drapaka ani nie przygotowaliśmy domu na drugiego zwierzaka, po tym jak zestresowana kotka nie mogła dostać się do kuwety - były dwie ale tylko jak Coco słyszała drapanie w żwirku startowała do ataku) zadecydowałam że trzeba małej znaleźć dobry dom.
chwilę temu dostałam informację ża młoda zwiedziła mieszkanie i śpi w ramionach nowej Pani mrucząc. u nas nie miałaby na to szans przez jeszcze długi czas (Leszek jest naszym cieniem, zawsze przy nogach, zawsze obok, tak samo Coco).
przykro mi że tak wyszło, ale myślę że to było najlepsze wyjście dla nas i dla małej.
nawet nie wiecie jak mi jest przykro, że musiałam ją oddać, ale pocieszające jest, że jest już w nowym domu, gdzie będzie najważniejszą kotką i nikt jej nie będzie przeganiał, czy atakował.
u nas w domu- momentalnie zapanował spokój, po paru godzinach bez kici Coco chodzi odprężona po domu.