dało nam to sporo do myślenia: jak się przeprowadzaliśmy to wiedzieliśmy (od psiego trenera do którego chodzimy z Lesiem& Wasze rady z tego forum!! <pokłon> ), że lepiej wpierw wprowadzić na nowe kota którego Lechu nie znał, a później go. Tak też było- Leszek spędził parę dni u Mamy Filipa, Coco zwiedzała dom, później dołaczył pies....
teraz widzę jak wiele

szczęścia mieliśmy że to połączenie przebiegło tak gładko...
błędnie zakładałam, że nasza delikatna Coco marzy tylko o kolejnym kocie- towarzyszu zabaw, obawiałam się jedynie reakcji ze strony Lecha...
teraz wiem - że Leszek szybciej by zaakaceptował nowego lokatora- jednak udzialało mu się zdenerwowanie Coco na której teren wszedł intruz, zamieszkał w jej budce i korzystał z jej kuwety (dostawiona nowa, druga tez przecież należała się Coco

).
widzę, że oni tworzą stado, dogadują się i zgrali się temperamentami...
i nie wiadomo jak by było z nowym lokatorem... <hm>
dziś szorowanie kuwety, wymiana żwirku, pranie (a właściwie wygotowanie) budki w której spała nowa.
Coco od rana zachowuje się jak dawniej, bawi się, lata po domu z głupawką, je, wyleguje się na dywanie...
a z drugiej strony u Mojej Mamy - jej kocurrosy zawsze chęnie witają nowe(czy psa znajomych, czy koty), obwąchają i zostawiają w spokoju. Pies mojej Mamy to chodzący spokój - zaakceptuje wszytko, miskę i legowisko odda...(u mamy np teraz mieszka znów pies znajomych bo wylecieli do Barcelony na weekend- duży zwierz a jakoś nerwów w domu brak- nawet znajomi mówią że u niej w domu ich zwierzaki jak na terapii - uspakajają się, są zrelaksowane ;) )...
w związku z tym też błędnie założyłam, że po prostu tak jest... u nas nie jest <diabeł>