„Riposta Św. Mikołaja” <santa1>
- Ostatnio z utęsknieniem oczekiwaliśmy jakiegoś odzewu ze strony Św. Mikołaja w sprawie, którą ostatnio wraz z Niunią wyłuszczyliśmy mu w liście. <roll>
- A od tego ciągłego, pobożnego spoglądania w niebo nasze kręgi szyjne zesztywniały prawie na amen.
- Z ogromną skrupulatnością regularnie otwieraliśmy kolejne okienka kociego kalendarza adwentowego, wyczekując godziny „zero”. A BabaJaga, jak to skąpiradło, bezdusznie wydzielała nam łakocie (wielkości główki od szpilki!!!) z okienek. <kciukwdół>
- W końcu, wg moich rachunków nastał wyczekiwany dzień, a tu od północy … żaden worek z prezentami nie wpadł jeszcze do naszego komina! Sprawa stawała się mocno podejrzaną. <hm>
- Tym bardziej, że o drugiej w nocy BabaJaga nagle po ciemku zaczęła skradać się krokiem czapli, podrzucając tu i tam jakieś „rachabocie” do butów innych domowników. O mało nie przydeptała mi ogona, ślepota jedna! Te jej nagłe zainteresowanie obuwiem wydało nam się nad wyraz dziwne.
- Na wszelki wypadek próbowaliśmy przepytać na tę okoliczność ewentualnych świadków ostatnich wydarzeń, ale jedni milczeli jak grób…
… a inni byli zbyt zajęci, by cokolwiek nam wyśpiewać.
- Już nawet zacząłem się zastanawiać, czy aby nie napisać skargi na dostawców. Św. Mikołaj powinien chyba zmienić firmę kurierską na solidniejszą.
- O! Uwaga, desant z nieba! Kryć się! - Niunia nagle rozdarła się zaaferowana, a w salonie wylądował czerwony but, z którego wypadł list oraz… jakiś jeden „eksponat”. <shock>
- A cóż my tu mamy?
- Mikołaj napisał, że zgodnie z zamówieniem śle nam… czerwoną mandarynę. Hę? Dziwne… Wydawało mi się, że zamawiałem czerwoną LIMUZYNĘ. <lol> <lol> <lol>
- A nie mówiłam, Koko, żebyś tak ważnego listu nie drapał kulfonami?
- Hę? No i brakuje jeszcze rózgi dla BabaJagi. Dziwne. Czyżbym zapomniał dodać?
- Mikołaju, a gdzie waga towarowa dla Koko, którą zamawiałam?
- Skoro tak, to gwoli zadośćuczynienia dowiem się, co kryje się za okienkiem nr 24. Już DZISIAJ! <tańczy> <tańczy> <tańczy>
