W zeszłym miesiącu Tosia przyprawiła mnie prawie o zawał <strach> weszła rano do pokoju ze zmrużonym prawym oczkiem i mocno je tarła łapką. Spróbowałam przepłukać solą fizjologiczną,ale z Tosią nie bardzo dało się dogadac,a oko puchło <strach> no to kota do transportera i pędem do lekarza. Tosia szalała w transporterze i próbowała wydrapać oko czym robiła sobie większą krzywdę

Wspólnie z wetem uznaliśmy,że trzeba Tośkę uśpić lekami,bo na współpracę nie ma co liczyć,a oko wyglądało upiornie. Powieki spuchły jak balony. Kiedy Tosia legła na stole nieprzytomna lekarz obejrzał oko,zapuścił specjalne pomarańczowe krople,poświecił magiczną lampą i orzekł uszkodzenie rogówki <strach> <strach> Nie wiem co się stało w domu,albo wpadł jej do oka okruszek z drapaka,albo odrobina żwirku,nie mam pojęcia,a największą krzywdę zrobiła sobie chyba sama drapiąc oczko

wróciłyśmy do domu ze śpiącą Tosią. Specjalnie nie dostała "odwracaczy" bo dzięki temu,że spała oko odpoczywało i rzeczywiście popłudniu Tosia doszła do siebie,a oko było znacznie lepsze. Koteńka dostała antybiotyk plus antybiotyk w kroplach i jeszcze żel do oczka do stosowania pięć razy dziennie przez tydzień. Następnego dnia pan doktor był zadowolony z oględzi Tośkowego oka,a po tygodniu kontrola wykazała,że oko Tosieńki jest cudownie zdrowe <tańczy> <tańczy>