Kremuś po pierwszym podaniu antybiotyku ze sterydem (ma fajną, dużą głowę, niestety, nie chciała za bardzo przejść przez przygotowany otworek, i kremuś się na niej zawiesił, trzeba go było "wykręcić" na tę stronę, w związku z czym urodził się bez oddechu, był reanimowany), poczuł takiego kopa od życia, że nadrobił już prawie całkowicie dwudniowy wagowy zastój. Wczoraj zgodnie ze sztuką powtórzyłyśmy jeszcze antybiotyk, trzeciej dawki raczej podawać nie będziemy, jest śliczny, krótki, kluskowy, nie chcę zapeszyć, ale ma się dobrze. W ogóle dzieci Djangusiowe na razie są fantastycznym połączeniem tego, co lubię w Fado, czyli są dobrej kości, ale są krótkie i zwarte, jak Django, nie takie szczurze, jak dziadek

. To tak na razie, na etapie kociątek, bo dopiero za rok będę mogła powiedzieć, czy dobrze wyrastają, w końcu ważny jest efekt końcowy, czy za bardzo futra przez Djangusiowy długi włos się nie popsują, i takie tam
I żeby zdrowo rosły, jak poprzednie pokolenia Agilisowe
