Kochani wybaczcie, że odzywam się tak późno, ale na prawdę wcześniej nie dałam rady
Nie bardzo wiem od czego zacząć, więc najlepiej zacznę od początku
W środę wieczorem zobaczyłam na FB post, który Kasia udostępniła. Przeczytałam go i serce mi drgnęło. Nie wiem dlaczego akurat na te kotki zareagowałam bardziej niż na inne bidy. Na FB codziennie jest kilka nowych ogłoszeń o poszukiwanych domkach dla kocich biedaków. Być może dlatego, że wolontariuszkom zależało, żeby poszły do adopcji razem do jednego domku. Czas mijał a nikt ich nie chciał. Zadzwoniłam do mojej mamci z pytaniem czy wzięłaby dwa kocurki, które pilnie szukają domku. Moja mama nie raz wspominała, że chciałaby mieć w domu kotka. Odpowiedź mojej mamy była taka, że nie może pozwolić sobie na kotki z bardzo prozaicznej przyczyny - zwyczajnie nie byłoby jej stać na utrzymanie ich. Zadeklarowałam więc, że biorę na siebie ich utrzymanie. I mama się zgodziła

Zadzwoniłam więc na podany w ogłoszeniu nr telefonu. Zadeklarowałam chęć adopcji obu rudasków. Uzgodniłam wolontariuszką co dalej. Napisałam do moich kochanych dziewczyn Kasi, Joli i Agnieszki i się zaczęło! Dziewczyny zaczęły szaleństwo wyprawkowe

Babeczki, wiecie jak bardzo Was kocham
W sobotę musieliśmy wstać o 4:00 nad ranem. Do Szczecina zajechaliśmy ok 11-tej. Podróż powrotna była niezwykle trudna. Ale to nie kotki sprawiały problemy tylko niezwykłe korki na drogach. Musieliśmy szukać objazdów, by jak najszybciej dotrzeć z koteczkami do domu. Ale one jakby wiedziały, że jadą do swojego nowego domku, gdzie będą kochane i rozpieszczane, bo cierpliwie znosiły trud podróży. Na jednym z postojów dałam im chrupeczki. Zjadły z wielkim apetytem. Jeden z Rudasków, który teraz nazywa się Malik, dawał mi buziaczki

Jakie to było wzruszające. Przecież dopiero się poznaliśmy, warunki ekstremalne a on był taki przyjazny. Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce, kotki kolejny raz nas zaskoczyły. Wyszły z transporterków tak pewnie, jakby wróciły do swojego domu. Obeszły pokój, skorzystały z kuwetki, napiły się wody i słuchajcie tego: barankowały, mruczały, robiły grzbieciki, dawały się brać na ręce

To nie były te koty z ogłoszenia. BYły otwarte na człowieka, przyjazne, odważne. Jeden jest bardziej ostrożny, ale drugi niezwykle przebojowy. A jaka gaduła

Żeby nie spały same zamknięte w pokoju (moja mama spała ze swoją sunią), mój mąż został na noc z nimi. Rozwodu nie będzie, bez obaw

Noc minęła bardzo spokojnie. Jak przyjechałam rano to wszyscy już byli na nogach i łapkach
Z zapoznaniem kotków z Żabcią chcieliśmy poczekać kilka dni. Chcieliśmy dać kotom czas na aklimatyzację w nowym miejscu a dopiero później próbować zapoznania kotów z psem. Ale zwierzaki wybrały inaczej. Żabcia siedziała z jednej strony drzwi, a Malik z drugiej i miauczał do niej. Zastanawiałam się co robić. Koty wychowywały się z amstafem, wyraźnie jeden z nich chciał wyjść do psa. Pomyślałam, że zaryzykujemy i otworzymy drzwi, nie pozwalając psu wejść do pokoju, ale żeby koty mogły zobaczyć psa. I wiecie co? Po kilku godzinach Malik strzela baranki Żabci

Kończąc napiszę tylko, że warto było przejechać te 1000 km wczoraj. Malik i Miluś to cudowne koty. Kocham je jakby były moje własne
I już całkiem na koniec: DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM Z CAŁEGO SERCA. JESTEŚCIE WSPANIALI

Ja wiedziałam, że to forum skupia same wyjątkowe osoby, a teraz mam okazję przekonać się osobiście jak bardzo cudownymi ludźmi jesteście
