Na froncie czekoladka vs. czarnukla wciąż bez widocznych zmian. Wczoraj po powrocie z pracy zastałam obie na tym samym piętrze domu. To chyba można uznać za postęp :-P Czekoladka spała na krześle w części kuchennej, a czarnulka na swoim fotelu w części salonowej. Zgodnie z dopiero co zapoczątkowaną tradycją najpierw było częstowanie koteczek ciasteczkiem. Chyba już załapały, o co chodzi, bo bez sprzeciwu zjadły w swojej obecności przysmak. Duża nawet dokładnie wyczyściła potem kruszynki po małej, które zostały pod jej fotelem. Mała przechodzi teraz przez etap niepewnych prób ataku na dużą – chce się z nią bawić i w podskokach próbuje ją dogonić. Najzabawniej wyglądają, kiedy mała idzie z nosem w ogonie dużej. Oczywiście duża od razu burczy i ucieka. Jeszcze się na tyle nie oswoiła z „intruzem”, by pozwalać na tak swawolne zabawy i spoufalanie się.
Próbowałam im podać drugi przysmak na podłodze (obecna kombinacja to fotel-podłoga przy fotelu), ale jak duża zobaczyła w pobliżu małą od razu zawarczała i to tak na serio, więc Orcio szybciutko się wycofała i już nawet ciasteczka nie chciała. Za to później wieczorem, Pusia znowu przyszła nas odwiedzić w mojej sypialni i Oro znowu zmieniła się w małą bojową kulkę, ale tym razem duża wydała kilka dziwnych miauknięć, które najwyraźniej uspokoiły małą, bo od razu przekształciła się z powrotem w słodką czekoladkę i spróbowała podejść do czarnulki – niestety się nie dało – duża od razu się wycofała.
Pocieszające jest to, że Pusia powoli wraca z powrotem do swoich nawyków, które z nerwów zarzuciła. Wczoraj po raz pierwszy od przybycia Orodruiny wlazła na moją szafę. Do tej pory to było jedno z jej ulubionych miejsc na wieczorną drzemkę (leży tam długi karton od Guitar Hero), ale odkąd pojawiła się Oro przestała przychodzić. No i chyba trochę przebaczyła rodzicom, bo znowu chodzi trochę na nich pospać w nocy i nad ranem. Za to na gizianie wciąż nie przychodzi. Najwyraźniej jeszcze zbytnio obrażona.
Ja zaś wciąż chodzę niewyspana. W prawdzie dziś Orcio spała grzeczniutko za moimi plecami, ale za to sama się obudziłam o 4:00 i kaplica. Mała jak wyczuła, że nie śpię od razu zaczęła się o mnie ocierać i łasić i to był koniec naszego spania. Przynajmniej posłuchałam sobie do 6:00 fajnej książki w audiobooku: „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” Stiega Larssona. Na prawdę dobra, więc jeśli ktoś jeszcze nie sypia po nocach, to polecam
