Strona 42 z 340

: 26 lut 2012, 09:05
autor: Angee
Cudna mordeczka <zakochana>

: 01 mar 2012, 12:30
autor: Hann
Dziewczyny, ku przestrodze historia dzisiaj będzie :-( Nie zostawiajcie na wierzchu torebek z uchwytami ani żadnych rzeczy, które nasze futra zadzierzgnąć sobie na łebek mogą :-(

Zostawiona przez nas w kuchni na blacie papierowa torba po sushi, z papierowymi uchwytami, wydawałoby się zupełnie niegroźna, prawie wykończyła mojego ukochanego Leośka, mojego walecznego Leonidasa...
Przed północą rozległ się huk, trzask, wrzask i łomot, poderwaliśmy się oboje z łóżka na baczność i zobaczyliśmy pędzącego przez mieszkanie Leośka z przerażonymi oczkami, zdzierającego pazurami w straszliwym pędzie parkiet, z torbą za nim, z uchwytem na nim... Widok był straszny. Nigdy nie widziałam kota biegnącego tak szybko :-( Wpadł do pokoju Zuzi, obleciał pufę, wpadł do nas, przeleciał pod łóżkiem i znowu przez pokój wpadł spowrotem do Zuzi, chyba z powodu prędkości i tarcia, tych pazurów, ciągnięcia tej torby po ścianie i nie wiem czego jeszcze, wytworzył się jakiś ładunek elektryczny, błysnęło niebieskim piorunem (gdybym tego nie widziała, nie uwierzyłabym...), torba rozerwała się na strzępy, kot wpadł pod nasze łóżko i znieruchomiał ;-(

Zupełnie bezwładnego wyciągnęłam spod tego łóżka, przerażona, że go poraziło i jest sparaliżowany, położyłam go koło siebie pod kołdrą, leżał tak w zupełnym szoku z kwadrans, a potem nagle wybiegł i znikł... Przeszukałam cały dom, nigdzie go nie było. TŻ mi się kazał uspokoić, położyć spać, bo "przecież małemu nic nie jest, schował się gdzieś i dochodzi do siebie". Nie wiem czy spałam, czy tylko nasłuchiwałam, o 4 poszłam znowu go szukać bo byłam pewna że umarł mi gdzieś na serce, pod którymś z foteli zagrzebany ;-( Szukałam kwadrans w coraz większej rozpaczy i nic... Okazało się że spał zupełnie spokojnie tuż koło naszego łóżka na swojej ukochanej "górnej pryczy". Tam nie szukałam oczywiście, bo przeszukiwałam tylko kocie schowki. Wzięłam biedaka na ręce i spaliśmy razem do rana. Wyglądał normalnie, ale i tak ledwo siedzę w biurze i nie wiem czy jednak mu się nic nie stało...

: 01 mar 2012, 12:48
autor: AgnieszkaP
Biedny Leosiek :-(
Rany, Haniu, ale się strachu najadłaś :-( No i Leoś też :-(
Teraz się już nie martw, minęło sporo czasu. Leosiek na pewno teraz odsypia. Wymiziaj go ode mnie po powrocie. Oj te nasze czworonogi...
O torebkach wszelkiego rodzaju już się naczytałam, więc zawsze chowam.

: 01 mar 2012, 12:54
autor: Sonia
To się Leontes najadł pewnie strachu. Wygłaskaj go ode mnie :kotek:

: 01 mar 2012, 13:09
autor: Danusia
Biedny koteczek wymiziaj skarba ode mnie <serce> :kotek: , no nieżle się strachu najadłas :hug:

: 01 mar 2012, 13:44
autor: tymabri
o rany, az mi ciary przeszly po plecach... biedny kicius :( alez musial stracha sobie i Wam napedzic... :kotek:

: 01 mar 2012, 13:47
autor: Hann
AgnieszkaP pisze:O torebkach wszelkiego rodzaju już się naczytałam, więc zawsze chowam.
Uśpiło chyba moją czujność to, że torebka papierowa i że do tej pory żadnych wypadków z udziałem moich futrzaków nie zaliczyliśmy, a przed kotami, Luckiem i Leośkiem, miałam 3 psy, więc 40 lat doświadczeń na karku... Kiedyś moja suka wpadła do pustego basenu, ale basen nie był mój, a torebka jednak moja więc i wina moja...
Myślę że wszystko przez wielkość uchwytu, gdyby był mniejszy kot nie wcisnąłby łebka, gdyby był większy kot przeszedłby cały, a tak biedak był w pułapce :-(

Dziękuję dziewczyny za dobre słowa. Leośka mojego wygłaszczę. I napiszę oczywiście jak się czuje, jak tylko dotrę do domu.

Nigdy więcej żadnych rzeczy z dziurką na wierzchu...

: 01 mar 2012, 14:28
autor: AgnieszkaP
Hann pisze:Myślę że wszystko przez wielkość uchwytu, gdyby był mniejszy kot nie wcisnąłby łebka, gdyby był większy kot przeszedłby cały, a tak biedak był w pułapce :-(

Nigdy więcej żadnych rzeczy z dziurką na wierzchu...
Haniu, a uwierzyłabyś, że mój Carlos, jak ważył prawie 3,5 kg, wcisnął się do rurki (na którą była nawinięta wykładzina) o średnicy 10 cm i się zaklinował na kilkanaście minut. U mnie, podobnie jak u Ciebie, nigdy więcej żadnych rzeczy z dziurką na wierzchu, chyba że ciastko z dziurką ;-))

: 01 mar 2012, 14:32
autor: Kamiko
Haniu, ja myślę, że on już zapomniał, nie denerwuj się .

Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć, kiedyś kociak zawisł mi na kablu od laptopa - nie do uwierzenia jak to zrobił .
Laptop stał na stole, kabel biegł normalnie od laptopa do gniazdka bez żadnych węzełków, pętelek itp. w pewnym momencie zobaczyłam, że maluch normalnie się powiesił na kablu. Jak on to zrobił do dziś nie wiem, na szczęście kabel mu się nie zacisnął ale strachu się najadłam . Maluch za chwilę jaby nic bawił się z rodzeństwem , a ja jeszcze długo nie mogłam dojść do siebie.

Ucałuj pysiola pręgatego - ciągle głupiutkiego <serce> :kotek:

: 01 mar 2012, 14:46
autor: Hann
AgnieszkaP pisze:Haniu, a uwierzyłabyś, że mój Carlos, jak ważył prawie 3,5 kg, wcisnął się do rurki (na którą była nawinięta wykładzina) o średnicy 10 cm i się zaklinował na kilkanaście minut. U mnie, podobnie jak u Ciebie, nigdy więcej żadnych rzeczy z dziurką na wierzchu, chyba że ciastko z dziurką ;-))
Podnosisz mnie na duchu Agnieszko <pokłon> Jakoś mi ulżyło jak przeczytałam, że nie tylko moja pierdołka się wcisnęła nieszczęśliwie.
Bo oczywiście własna matka prawie mi przez telefon głowę urwała, usłyszałam, co było do przewidzenia, że zachowałam się nieodpowiedzialnie. Jakoś nie zadziałało na moją korzyść, że my cali i zdrowi, że dzieci nieuszkodzone, że koty też całe, kazanie nie zostało mi odpuszczone ;-)
Kamiko pisze:Haniu, ja myślę, że on już zapomniał, nie denerwuj się .

Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć, kiedyś kociak zawisł mi na kablu od laptopa - nie do uwierzenia jak to zrobił .
Laptop stał na stole, kabel biegł normalnie od laptopa do gniazdka bez żadnych węzełków, pętelek itp. w pewnym momencie zobaczyłam, że maluch normalnie się powiesił na kablu. Jak on to zrobił do dziś nie wiem, na szczęście kabel mu się nie zacisnął ale strachu się najadłam . Maluch za chwilę jaby nic bawił się z rodzeństwem , a ja jeszcze długo nie mogłam dojść do siebie.

Ucałuj pysiola pręgatego - ciągle głupiutkiego <serce> :kotek:
O masz... Następna mrożąca krew w żyłach historia... To ja chyba muszę poćwiczyć mocniejsze nerwy, bo wszystkiego przecież nie pochowam. Kabli u nas mnóstwo.
Leosiek jest... no nie wiem czy głupiutki, wg mnie straszny z niego mądrala ;-) jest po prostu bardzo ciekawski i wszędzie "myszkuje" ;-) Lucek w życiu swym całym nie wlazł na blat w kuchni, bo mu to jakoś do głowy nie przyszło. Nawet nie przez dupencję cięższą, bo przecież na parapet wskakuje sam, a Leosiek miałczy żeby go podsadzić ;-)