ozon pisze: ↑25 gru 2020, 08:38
Kasiu, mam nadzieję, że wreszcie odpoczywasz

Niech to będzie dobry, piękny czas
Asiu, dziękuję

Tak, złapałam oddech w te święta, chociaż nie ukrywam, że nic nie zdążyłam sama przygotować, wszystko spadło na mamę, ja tylko sernik. Potrzebowałam już się wyspać i zwyczajnie nic nie robić, taki miałam właśnie ten weekend. W piątek zdążyliśmy ogarnąć jeszcze budki wolnożyjących kotów, a cała sobota i niedziela już w domu z kotami. Tysonek dochodzi do siebie po zapaleniu pęcherza, zaczeło się jakiś czas temu, brał już antybiotyk kiedy wzięliśmy Elvisa na tymczas. Wiedziałam, że to mu dołoży stresu, mimo wszystko zaryzykowałam, miałam już ustawioną kastrację i przygotowaną resztę. Jakoś to było, popełniliśmy kilka błędów, które raczej wynikały z tego, że nie wiedzieliśmy jak nasze koty odnajdą się w tej sytuacji. Okazało się, że największym błędem był sam kennel, który bardzo stresował rezydentow, znacznie lepiej było kiedy go wynieśliśmy, a Elvis poszedł do swojego pokoju. Tyson w końcu zszedł szafy i zaczął się normalnie przemieszczać po domu. Od tego czasu bylo już tylko lepiej. Elvis pięknie odnalazł się w nowych warunkach, to cudowny kot, ma już swoich ludzi i domek w Łodzi. W zeszłą niedzielę zawiezlismy go do Wałcza, stamtąd odebrał go Pan i zawiózł do Łodzi (Pan przyjechał specjalnie z Grudziądza i bezinteresownie zawiózł kota do nowego domu

). Oczywiście dwa dni przed Elvis musiał dostać sraczki, przez co opóźniłam wyjazd o jeden dzień, na szczęście był to raczej epizod. Niestety w nowym domu przez dwa dni nie zrobił siku i tam też zaliczył weta

Stres miałam, ale Państwo stanęli na wysokośći zadania, wiem, że dbają i kochają.
Bardzo tęsknię za Elvisem, Grzegorz płakał pół drogi jak go wieźliśmy, ale na wiem, że póki co nie pozwolę sobie na 3 kota, zwłaszcza młodego. Pogrzebię teraz za zdjęciami w tablecie
