Strona 43 z 82

: 18 cze 2012, 21:04
autor: kotku
Hehe jaki sprint! Brawo mała, łap ją! <zakochana> :kotek: <klaszcze>

: 06 lip 2012, 09:24
autor: kosanna
Z życia kota...

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us
Otwieram rano drzwi do mieszkania z zamiarem wyrzucenia śmieci a tam... firewall!
Otóż co się okazało, że jakiemuś kocurowi z klatki znudziła się hegemonia Meg zwanej Kocinką (czyli rozpylanie przez nią feromonowej perfumy na wszystkich wycieraczkach) i postanowił pokazać kto TU tak naprawdę rządzi! Dodam, że ja nie wyczuwam nosem ludzkim zapachu Mojego kotka, natomiast, to co mnie powaliło to... Zacznijmy od poczatku:
Uderzył mnie w nozdrza intensywny odór kociego moczu i spowodował, ze cofnęłam się do środka jak rażona piorunem! A Meg, która biegła za mną, aby w te pędy czmychnąć na swoją ulubioną klatkę, także stanęła jak wryta. Zmarszczyła nozdrza z niesmakiem, zrobiła dyskretny unik, nie przekroczywszy nawet progu i z dystynkcją cofnęła się o kilka kroków z dezaprobatą wietrząc intruza!
Tak, że od kilku dni staram się usunąć tę pozostałość po jakimś kocie, który sobie najzwyczajniej siknął! Wyrzuciłam wycieraczkę, wylałam tonę zapachu lawendowego dla neutralizacji, wyczyściłam wszystko siedem razy, a "ściana ognia" działa nadal, bo Meg zaprzestała spacerów po klatce! Uznała wyższość jakiegoś Kociego Zorro! Szok! <shock>

: 06 lip 2012, 09:30
autor: Julcik
A specjalnych preparatów próbowałaś? Teraz nazwy tego co ja mam nie pamiętam, ale mogę potem się zorientować. Pomogło najbardziej ze wszystkich ;-))

Zdjęcie super... Meg ma idealną głowę <lol> <zakochana> :kotek:

: 06 lip 2012, 09:39
autor: Hannah2
Niezła "przygoda".
Meg ma słodką mordeczkę <serce> <serce>

: 06 lip 2012, 10:01
autor: kosanna
Dziękujemy! <serce>
Można powiedzieć, że sprawdza się tutaj w 100% przysłowie, że "kto mieczem wojuje ten od miecza ginie"!
Dzięki tego typu przygodom można się naprawdę dużo dowiedzieć! Mnie już niestety "ślad zorro" dotknął rykoszetem. Otóż Meg przestała zakopywać swoje odchody! A to dlatego, że mam postawioną kuwetę przy drzwiach wejściowych (za małe mieszkanie, w łazience nie mam miejsca). Podobno koty, ktore dominują zostawiają wszystko na wierzchu, żeby zintensyfikować "zapach" i pokazać kto tu rządzi. Meg do tej pory wszystko ładnie zakopywała, tak że w przedpokoju nic nie było czuć (tak przynajmniej mówią wszyscy goście, ktorym dociekliwie zadaję to pytanie - mam nadzieję, że nie z grzeczności tak odpowiadają ;-)) , w każdym razie w celu jasnego wytyczenia granic, po "śladzie zorro". Meg postanowiła wzmocnić "zaporę ogniową" po swojej stronie! A do tej pory nic nie było czuć (dla ludzi jak się okazało), bo intruz tak silnie zaznaczył swoją obecność, że skończyła się obopólna sielanka! ;-( Drzwi wyjściowe stały się mejscem przecięcia terytoriów! :-(
Za pierwszym razem myślałam, że może coś ją przestraszyło, ale to już kolejny raz... :-/

: 06 lip 2012, 11:33
autor: kosanna
Ale mnie naszło na pisanie... ;-)) :-)
Za jakiś czas wybieramy się na działkę... I tak wspominając przypomniała mi się przygoda Meg z zeszłego roku, której nie opisywałam, ze względu na to, że samo jej wspomnienie "mroziło mi krew w żyłach".
Siedziałam sobie przy kominku i coś pisałam, od czasu do czasu odrywając głowę i przyglądając się ogniu buszującemu na kominku i Meg, która leżała sobie przed kominkiem na dywaniku obserwując może nie tyle płomienie, co stertę drewna pod kominkiem i polując na uciekające (pod wpływem żaru z góry) spod tej sterty pająki. W pewnym momencie uniosłam głowę i zobaczyłam jak Meg wchodzi pod wsad kominkowy i przeciska się miedzy drewienkami, po czym znika w kominie! Zrobiło mi się najpierw gorąco, potem słabo z wrażenia. Zaczęłam ją wołać: Meg, Meg. Rzuciłam się do kominka, szybko odgarnęłam drewno. Pusto! Kot zniknął w kominie! Ale jak to możliwe przecież wsad kominkowy jest zamknięty! Może coś mi się przewidziało, może mam omamy? Przecież tam nie ma żadnej dziury, przecież nie zniknęła, nie rozpłynęła się we mgle! A może faktycznie dała dyla w bok, a mi się coś "wydawało", ale przecież moje oczy nie kłamały! Zniknęła w kominie! Tysiące myśli przelatywało mi po głowie, serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi. Pierwsza myśl: na pewno pod wpływem żaru zapali jej się futro i spłonie. Pobiegłam więc w te pędy do łazienki wzięłam pierwszy, lepszy ręcznik, zamoczyłam go w zimnej wodzie i wróciłam z powrotem wyobrażając sobie jak będę gasiła płonącego kota. Nie mam dzieci, ale to był pierwszy raz kiedy czułam się tak jak matka, która może stracić własne dziecko! (Serio, serio).
Gdy już byłam bliska zawału i ochrypnięta z powodu wrzasków Meg wypadła z komina. Była cała czarna od sadzy, z wibrysów i wszelkich wąsów zwisały jakieś tony pajęczyny. Natychmiast pobiegła na zimną terakotę i rozpłaszczyła się jak płaszczka, żeby się wychłodzić. Obejrzałam ją dokładnie, z myślą że pewnie ma osmalone wibrysy, ale nic z tych rzeczy! Jak chciałam ją schłodzić ręcznikiem, to popatrzyła się na mnie z wyrzutem i uciekła! Po czym jak gdyby nigdy nic przystąpiła do toalety!
Gdy doszłam do siebie, a żar w kominku wypalił się, a cały kominek ostudził przystąpiłam do oględzin. Co się okazało? Otóż jest sobie kominek, w kominku wsad kominkowy zamknięty, pod nim miejsce na opał. I teraz pod tym wsadem i za nim jest dziura, do której ledwo udało mi się włożyć rękę i tam weszła sobie Meg! Tą dziurę wybadałam, po omacku obamcując każdą cegłę i wyrwę i w końcu "wyczułam" dziurę", tam gdzie wzrok ludzki nie sięga! Wydaje mi się, że ta dziura prowadziła do tunelu z tyłu w ksztalcie trójkąta, bo wewnątrz musiało być więcej miejsca i prosto kominem do gwiaździstego nieba. I Meg która ZAWSZE WSZYSTKO MUSI SPRAWDZIĆ oczywście musiała tam się wcisnąć. Gdy tak wędrowała na dach po chropowatych cegłach musiało jej się zrobić za gorąco (bo ten tunel oczywiście nie jest tym samym, którym ulatuje żar z wkładu kominowego, bo inaczej Meg by spłonęła) i musiało jej się zrobić za gorąco, więc postanowiła jednak zejść na dół.
Od tej pory za każdym razem jak jestem na działce zakrywam ten otwór siatką (nikt z rodziny wcześniej nie wiedział, że takie coś w ogóle istnieje! Tutaj Meg okazała się kocim odkrywcą. I żeby było śmieszniej wcale nie ma traumatycznych wspomnień z nim związanych, ponieważ... zimą drapie pazurakmi w siatkę i chce wejść do środka. W końcu to przecież bardzo dobra miejscówka, żeby się ogrzać, za piecem! :-)

: 06 lip 2012, 11:51
autor: kosanna
Meg: Co sie tak skradasz? Myślisz, że Cię nie widzę? Co Ty tam w ogóle robisz?! Pod moim drapakiem?!!

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

Meg: Zabrałabyś mnie lepiej na działkę, popatrz jak się nuuuudzęęę! Chociaż ten ptaszek za oknem zaraz mnie na trochę rozerwie...

Obrazek

Uploaded with ImageShack.us

: 06 lip 2012, 12:25
autor: kotku
No co za przygody! Przez chwilkę myślałam czy czasem nie pomyliłam wątku albo czy nie ukradłaś mi kota <lol> Bardzo mnie rozbawił (tak wiem wiem, to nie jest śmieszne) "koci Zorro" - wyobraziłam sobie przystojnego dachowca, zamaskowanego dachowca <rotfl>
No, ale już opowieść o kominku solidnie mnie wystraszyła. Dobrze, że Meg jednak zdecydowała się zlecieć na dół! Niezła z niej kocinka... Meg urwisie! W życiu bym się tego po tobie nie spodziewała! :nie: Ale jej mina z drapaka potwierdza moje obawy... Meg to prawdziwy diabołek w anielskiej obudowie <mrgreen> <serce>

: 06 lip 2012, 12:51
autor: Kamiko
Jak one potrafią się wcisnać w te różne szparki i dziurki to mnie też zawsze zastanawia :-)

Dla dostarczyni wrażeń specjalnych :kotek: :-D

: 06 lip 2012, 19:35
autor: Sonia
Ale agentka z Megi jest, tak swoją Pańcię o zawał serca przyprawić <lol>
Ja bym na bank dostała zawału ze strachu, gdybym zobaczyła jak mi kot w kominie znika <strach>