Najpierw będzie o moich przydomniaczkach :-) Moi rodzice mieszkają na wsi , czasami odwiedzała ich czarna kotka , ale ostatnio długo jej nie było . Pojawiła się w sobotę i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to jej wyciągnięte cycuchy . Dostała michę jedzenia , bo u mamy jakieś puszki awaryjne zawsze są i kiedy zaczęła się " zbierać do wyjścia " poszłam za nią . Rodzice mieszkają na " końcu świata " obok nich jest stary ,opuszczony dom , tam poszła kotka i wcale nie uciekała tylko szła przodem

Przedarłam się przez krzaki i trawę do kolan , a ona zaczęła nawoływać , z jamy wykopanej pod rozpadającymi się klatkami na króliki wyłoniło się malutkie czarne kociątko i podeszło do mnie <shock> wyglądało na jakieś cztery tygodnie , było kotką i miało okropny koci katar

oczka i nosek pokryte zielonymi smarkami i strupami . Ona się mnie nie bała . Wróciłam do domu , wzięłam fiolki z solą fizjologiczną , gaziki i córkę do pomocy i poszłyśmy do maluszka . Umyłam nosek , oczka i zostawiłam z mamą , ale nie dawało mi to spokoju , więc po rozmowach z moją rodzicielką ustaliłam , że zabieram malucha razem z jego mamą do rodziców . Rano kotka była znowu pod domem rodziców , więc zaopatrzona w wyścielone pudełko , które miało pomieścić koteczkę i jego mamę poszłam do opuszczonego domu , ale tym razem kocica nigdzie mnie nie prowadziła tylko stała na podwórku i gapiła się na mnie

Zawróciłam w stronę domu , a kotka dziarskim krokiem pobiegła w stronę tarasu który jest obstawiony ogromnymi donicami z tujami . Odchyliłam drzewka i zobaczyłam parę zaropiałych ślepków patrzącą na mnie <shock> Wyjęłam to maleństwo , ale w donicy coś kichnęło , więc zajrzałam znowu , a tam były jeszcze dwie takie zasmarkane kruszyny <shock> Kotka w nocy kiedy ja podjęłam decyzję , że ją zabiorę przeniosła swoje maleństwa do domu który ją nakarmił i nie skrzywdził

Trzy czarne maleństwa , zaropiałe , zasmarkane i syczące na mnie straszliwie ( przepraszam dwa syczą i plują , a jedno idzie jak oswojone ) . Wymyłyśmy im z Paulą oczka i noski , jedno maleństwo miało oko pokryte brązową skorupą i bałam się , co odkryję jak ją zdejmę , ale po rozmoczeniu przez dłuższą chwilę pod spodem znalazła zupełnie ładne oczko :-) była niedziela , więc dzisiaj pojechałam do weta po antybiotyki i krople do oczu . Maluszki ważą po około 400 gram i jest jedna dziewczynka ( ta odważna ) jeden chłopiec i jedno nie wiem co , bo tak podkula ogonek , że nie mogłam zajrzeć . Zastrzyki z antybiotyku podałam , oczy zakropiłam , zostawiłam jedzenie dla kotki i babcię na straży :-) Resztą też się zajmę kiedy przyjdzie czas :-) Nie mogę przecież zawieść zaufania jakim obdarzyła nas kotka . Ale się rozgadałam <oops>