„Przemowa wigilijna”
- Jak wszyscy doskonale wiemy, zwierzęta przemawiają ludzkim głosem tylko jeden raz w roku. W magiczną noc wigilijną.
Uznaliśmy więc z Niunią, że i my powinniśmy w końcu coś powiedzieć naszej BabaJadze do słuchu.
- Zwłaszcza, że nie była taka super grzeczna przez cały rok, jak ja.
- Ani jak ja, ofkos!
- Już z samego wigilijnego ranka z zapałem rzuciłam się na pióro, aby skrobnąć sobie na piśmie stosowną gadkę,
… ale jakoś z tego pióra długo nie udało się wydusić niczego mądrego. Dopiero po zastosowaniu motywatora, czyli gdy nieco przerzedziłam mu futerko, ułożyliśmy w końcu dość soczysty tekst.
- A ja sobie zatrudniłem do pomocy suflera.
- Tylko pamiętaj, Mały. Masz nauczyć się na pamięć, co ci przekazałem. I nie daj plamy w stosownym czasie, bo się porachujemy na osobności!
- Gdy pierwsza gwiazdka puściła do nas oko zza okna, pozostało jeszcze tylko przypilnować stosownej godziny. Z ogromnym skupieniem wpatrywałem się w słaniające się na prawo i lewo wahadło rozklekotanego zegara…
… aż nie wiem kiedy, ale gadzina ta jedna, chyba mnie zahipnotyzowała na amen.
- Za to ja pilnowałam BabaJagi, aby ta, racząc się wigilijnymi strawami przypadkiem nie pękła z przejedzenia. A przynajmniej nie przed czasem!
Z zapałkami w oczach tak się na nią ostro wybałuszałam, że po paru godzinach…
… przyjęła mniej więcej taką pozę, jak demonstruję, i tak pozostała aż do… świtu.
Cóż było robić? Zostałam sama na placu boju, a właściwie w towarzystwie Kokowego suflera. Gdy zegar wybił północ, postanowiliśmy nie marnować okazji i razem udaliśmy się za kotarę schowka, aby nawrzucać… odkurzaczowi. A co!
Z ogromną przyjemnością historyjkę dedykuję MoniQ 