Posłuchajcie, to nerwowo nie do wytrzymania. Nie, żeby coś dramatycznego się działo, ale czuję się jak Ania i Krzyś - najlepiej wpuścić, zamknąć drzwi, i nie zaglądać przez trzy dni
Dziś po raz pierwszy na stałe wpuściłam Borgię - do tej pory była tylko przelotem popatrzyła, powęszyła, i tyle. Dziś musiałam wyjść do pracy, rano wpuściłam Borgię, zabrałam Fado, zamknęłam drzwi i wyszłam. Koty zostawiłam w pozycji "posągowej" - jeden posąg (Krówka) na oparciu kanapy. Drugi posąg, skulona Borgia, na podłodze, wpatrzona w tę pierwszą jak w tęczę.
Wróciłam bardzo późnym popołudniem. Żadnych kępek sierści ani krwi na ścianie nie było. Krówka spała w swoim ulubionym miejscu, w budce na drapaku. Borgia też w ulubionym, na kaloryferze. Wybiegła mi na spotkanie jak gdyby nigdy nic.
Siedzę tu sobie przy kompie cały wieczór, bo robię stronę o pochodzeniu kotowatych, anatomii, i takie tam dyrdymały, ale już nerwowo nie wytrzymam dłużej tego ich ostrożnego chodzenia jak w zwolnionym tempie. Idę spać do Fado, rano zobaczę, co będzie dalej. Najważniejsze, że Krówka nadal je - Borgia nie zabrania jej podchodzić do misek

Gapi się uważnie i obserwuje, od czasu do czasu coś sobie syknie dla dodania animuszu. Jakoś mam nadzieję przetrwają.