Re: Tomahawk of Czankra i Pumba pumbiasty
: 08 sty 2013, 23:50
Mago, masz rację. Czytałam wcześniej o kastracji i faktycznie zastanawiałam się, że Mrozik lata za cudzymi kotkami, bo to przecież główny cel jego wędrówek. No i nie jest mi z tym dobrze, że te jego dzieciaczki czeka niewiadomy los.
Moja teściowa w domu obok ma dwie wysterylizowane kotki i w sumie ona już kilka razy namawiała mnie na kastrację Mrozika.
ja się powstrzymywałam z wyżej opisanych powodów.
Z drugiej strony kocur mojej szwagierki w Lublinie jest wykastrowany, wędrujący po ogródkach, i ma się dobrze.
Zawsze uważałam , że Mrozik to jest taki trochę"wolny duch", kot przywieziony spod sklepu w blokowisku, który świetnie sobie poradził w wiejskich warunkach, jest bohaterski, przegania z podwórka obce kocury i skoro nie znaczy w domu, to sprawę kastracji pozostawiłam w nawiasie.
Dałaś mi konkretny sygnał, w sumie trzeba sobie uświadomić pewne sprawy. Czasami się myśli,że jak w swoim życiu przygarnęło się tyle kocich znajd, szukało domów dla dzieci kotek, które się okociły pod schodami, to jakby się jakąś robotę na rzecz tych biedaków wykonało. I wtedy pewne swoje niedociągnięcia się usprawiedliwia.
Pogadam z wetem i postaram się niedługo wykastrować Mrozika, chociaż trochę się o niego boję.
Nie miałam tych wątpliwości kastrując Pumbę i wiem, że za jakiś czas wykastruję Tomahawka.
Moja teściowa w domu obok ma dwie wysterylizowane kotki i w sumie ona już kilka razy namawiała mnie na kastrację Mrozika.
ja się powstrzymywałam z wyżej opisanych powodów.
Z drugiej strony kocur mojej szwagierki w Lublinie jest wykastrowany, wędrujący po ogródkach, i ma się dobrze.
Zawsze uważałam , że Mrozik to jest taki trochę"wolny duch", kot przywieziony spod sklepu w blokowisku, który świetnie sobie poradził w wiejskich warunkach, jest bohaterski, przegania z podwórka obce kocury i skoro nie znaczy w domu, to sprawę kastracji pozostawiłam w nawiasie.
Dałaś mi konkretny sygnał, w sumie trzeba sobie uświadomić pewne sprawy. Czasami się myśli,że jak w swoim życiu przygarnęło się tyle kocich znajd, szukało domów dla dzieci kotek, które się okociły pod schodami, to jakby się jakąś robotę na rzecz tych biedaków wykonało. I wtedy pewne swoje niedociągnięcia się usprawiedliwia.
Pogadam z wetem i postaram się niedługo wykastrować Mrozika, chociaż trochę się o niego boję.
Nie miałam tych wątpliwości kastrując Pumbę i wiem, że za jakiś czas wykastruję Tomahawka.







