Witajcie - dawno nie pisałam w moim wątku - kompletnie nie mam humoru

Czytam w miarę na bieżąco co się dzieje, ale nawet nie chce mi się odpowiadać - chociaż - bardzo się cieszę z wszystkich dobrych wieści o Waszych sierściuszkach.
U nas nie jest wesoło. Oglądam stare fotki Chesterka, które Wam tutaj pokazywałam i tak strasznie chce mi się płakać

I tak bardzo jestem na siebie zła!
Chwaliliście puszyste futerko Chestusia - było imponujące, to prawda. Zimą wręcz fantastyczne i pięknie wypielęgnowane. A potem nagle zrobiło się ciepło i z dnia na dzień zaczęły się kłopoty. Najpierw skołtuniły się okolice portek - robiłam co mogłam, ale na niewiele się to zdało

Włosy po prostu skleiły się w jeden ogromniasty kołtun - na nic filcaki, grzebienie, szczotki - po prostu na nic - nie wiem dlaczego tak się u niego dzieje;-( Potem tak samo skołtuniły się włosy pod pachami i brzuch. Chester chętnie dawał czesać grzbiet, kryzę, ogon, ale jak tylko próbowałam dobrać się do dredów (obojętnie czy grzebieniem, czy podczas głaskania, czy podczas zabawy) wyskakiwał z pazurami i zębiskami - rzucał się na mnie, robił agresywny i ja niestety mu w pewnym momencie odpuściłam
Po 2 urodzinach Chesterka 2 marca (nawet jeszcze nie zdążyłam wstawić zdjęć) pojechaliśmy do weta na szczepienia i odrobaczanie - wtedy jeszcze było w miarę przyzwoicie i nie trzeba było interweniować. Umówiliśmy się wtedy, że damy kotkowi odpocząć po szczepieniach i umówimy się na czesanie. Pojechaliśmy wczoraj. Niestety okazało się, że brzuch jest w takim stanie, że wet-ka doradziła golenie - rozczesać się tego naprawdę nie dało, Chester ma strasznie dożo podszerstka i te włosy jakoś tak błyskawicznie zbierają się w ciasne, zbite kulki...Nie umiałam się na to zdecydować, a wet-ka nie chciała bez mojej zgody, chociaż zapewniała mnie, że goliła w ten sposób mnóstwo kotów długowłosych - na wyraźną prośbę właścicieli żeby włos odrósł innej struktury i aby łatwiej było pielęgnować. Ponoć takie zabiegi naprawde bardzo pomagały. No nie wiem... W każdym bądź razie pozwoliłam zrobić tak żeby dla Chestera było najlepiej.
Jechałam po niego załamana, ale nawet nie wygląda to najgorzej. Biedaczek ma wygolony cały brzuszek między przednimi, a tylnymi łapkami. Chyba dobrze zrobiłam, że na to pozwoliłam po pod sierścią wdało się zapalenie skory - od dziś muszę mu myć brzusio rozcieńczonym lekarstwem. Jak Chester siedzi to nic nie widać. Cała sierść na grzbiecie, kryza i ogon są pięknie wyczesane i mięciutkie, ale jak położy się na pleckach to jest łysy - Krzysiu i Ania wiedzą jak to wygląda u Leonka.
Wróciliśmy do domu i Chestek nawet nie pozwolił mi do siebie dojść - serce mi się krajało, bo wiem, że to moja wina - powinnam znaleźć inne rozwiązania żeby się to dało wyczesać skoro normalne zawodziły

Długo jeszcze był smutny i otępiały po znieczuleniu , ale jak minęło przyszedł się przytulić i pomruczał do ucha. Rano rzucił się normalnie na jedzenie.
No i tyle od nas. Przepraszam, że takie długie, ale musiałam się tym smutkiem z kimś podzielić.