Co się u nas zmieniło przez te kilka dni? Na pewno waga czekoladki. W ciągu tygodnia wzrosła z 1,1kg do 1,7kg <strach> Wczoraj ją ważyłam, gdy mi zwrócono uwagę, że ona jakaś taka większa się zrobiła. To prawdziwy mały żarłok i proszę niech nikt mnie nie podejrzewa o głodzenie kota. Rano zjada pół swojej puszki, potem idzie wyjeść z miski dużej, potem ponieważ duża głodna i znowu jej musimy nałożyć, idzie ponownie wyjeść z miski dużej, a wieczorem zjada swoje drugie pół puszki. Lubi wszystko i na nic nie kręci nosem. Do tego na stałe ma kamyczki, które może sobie podjadać kiedy chce. W efekcie dziś miska dużej powędrowała na lodówkę - to miejsce, na które mała wciąż jeszcze nie jest w stanie się dostać, a które z lubością okupuje duża. Ponieważ mała cały dzień nie miała zbytnio okazji do obżarstwa na dziś mamy w planach mięsko (w końcu odleżało swoje w zamrażalniku i można je zaserwować kociemu towarzystwu). Ciekawe, czy duża będzie chciała je jeść. Czasami prosi o trochę, ale jak już dostanie, to traci zainteresowanie.
Mały łobuz już zupełnie się zadomowił i nawet ma swój rytm dnia. Rano wstaje ze mną o 6:20 i żywiołowo plącze mi się pod nogami, kiedy ja próbuję wyszykować się do pracy. Ok. 7:00 obowiązkowo musi być miska. Gdy już wyjdę, idzie jeszcze na trochę do łóżka rodziców, które zwykle o tej porze zajmuje już duża. Przez ostatnie trzy dni o dziwo z pewną niechęcią, ale dzieliła się łóżkiem z małą. Podobno spały nawet w dosyć niewielkiej odległości od siebie. Jednym słowem zmierza ku lepszemu, choć dziś duża się zirytowała i nie chciała być na tym samym łóżku z małą, więc ukryła się w swojej budce stojącej obok i stamtąd syczała na "intruza". Jednak ogólnie wygląda na to, że się trochę uspokoiło. Pusia już na nas nie syczy i daje się głaskać (niestety wciąż nie przychodzi na gizianie), do tego apetyt jakoś jej nie dopisuje i jest trochę apatyczna. Co do małej, to namiętnie za nią biega, gdy ta tylko pojawi się w zasięgu jej wzroku. Wyraźnie chce się zaprzyjaźnić i szuka towarzystwa dużego kota. Wciąż mam nadzieję, że za jakiś czas będzie jeszcze lepiej.
Wieczorami, gdy wracam Orcio dostaje w pewnym momencie głupawki. Z trudem odnalezione piórka (mała zapchała je głęboko pod mele kuchenne) są intensywnie użytkowane. Czekoladka poluje na nie bez opamiętania, a gdy je w końcu chwyci, wyrywa mi z rąk (jest zadziwiająco silna) i z miną zdobywcy zanosi pod ławę na szczura (poduszka do siedzenia), którego upodobała sobie na popołudniowe drzemki. Poza tym uwielbia kaczkę, którą dostała od naszych sąsiadów. Kaczka ma w kuperku sznurek zakończony plastikowym kółeczkiem. Kiedy wyciągnie się sznurek kaczka zaczyna drgać tak długo, aż sznurek znowu się schowa w kuperku. No i Oro przewraca się na plecy, łapie kaczkę czterema łapkami i próbuje wyciągnąć sznurek ciągnąc za kółeczko. Dodam, że sznurek ciasno siedzi, więc musi się ostro namęczyć, by go choć trochę wyciągnąć. Jest przezabawna <lol>
Na koniec trochę zdjęć. Nie są najświeższej młodości (z niedzieli), ale lepsze to niż nic. Może uda mi się pstryknąć coś świeższego w tę niedzielę.
Jestem taaaaaka dłuuuuga:
Na królika:
Dobry punkt obserwacyjny:
Mały miś:
