Ogary poszły w las
W końcu i u nas wiosna. Kocurra ruszyły z werwą na pierwszy w tym roku patrolling ogrodu. Jak można się było spodziewać, roboty miały co niemiara.
- Najważniejsze na początku, to solidnie naostrzyć sobie sztyleciki. Tym razem robię to bez krępacji, bo morela (której to pieniek właśnie obrabiam) uschła w zeszłym roku. Ciekawe, dlaczego? Hmmm…
- A ja (potajemnie przed BabaJagą) posmakowałem rześkiej wody źródlanej ze strumienia i zakąsiłem młodziutkimi nowalijkami, coby wzmocnić ciało i umysł oraz wyostrzyć zmysły.
- Tak zregenerowany, z wyostrzonym wzrokiem ruszyłem na dalszy obchód poligonu.
- W pierwszej kolejności skontrolowałem i lekko zredukowałem populację rodu Kumatej. Dwie sztuki na minus. Na razie. Nie martwcie się, w stawie mamy skrzeku ze dwa tysiące na plus!
- Z radością odnotowałem też, że ryby naszego akwenu mają się wyśmienicie i nie noszą na pleckach śladów skalpowania.
- O dziwo! Bo banda Czarnobiałego zimą regularnie odwiedzała i znaczyła nasz teren. Fuj! Co za odór!
- A szczególnie pastwili się na naszej polowej kuwecie. Cały żwir do wymiany, BabaJago!
- Za to ja wzięłam na siebie lustrację z wyższych poziomów.
- Hej! Jest tam kto? Koniec sezonu. Knajpa nieczynna.
- Jednak za długo na tych wysokościach nie zabawiłam, bo nagle wyczaiłam stamtąd coś, co…
… każdą prawdziwą babkę wprawia w stan euforii.
- I to COŚ należało czym prędzej przejąć w posiadanie i… zadołować, co migiem uczyniłam. Nie podglądać!
- I to by było na tyle, jeśli chodzi o najświeższe raporty z poligonu. Pa, Kochani. Do następnego…
