Kupiłam kotom takie lekkie gąbkowe piłeczki, bo piłek nigdy za wiele, a tymi starymi ciężkimi tłukli sie po nocach.
Zauważylam, że chłopaki chętnie noszą je w pyszczkach, bo nie ważą prawie nic, więc wczoraj wieczorem pracowałam nad Igorem i uczyłam go aportowania. Nie stosowałam żadnych nagród smakołykowych ani pieniężnych

, bo już samo rzucenie piłki było nagrodą <lol> Na początku szło opornie. Potem wydawało się, że już zaczyna rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Ale wystarczyło, że przeszłam do drugiego pokoju, a on dalej uparcie zanosił piłkę do pokoju, w którym mnie już nie było. Poddałam się i poszłam spać, pewna, że dzisiaj mój Łasic nie będzie pamiętał, czego się wczoraj nauczył.
A tu niespodzianka! Pamięta! Ślicznie przynosi piłeczkę i kwiczy radośnie, gdy mam mu ją rzucić. Obiadu mi nie dał spokojnie ugotować, bo jak piłka już leży pod moimi nogami, a ja zajęta robię swoje, to włącza syrenę terrorysty no i muszę rzucić...
I teraz mam zagwozdkę... jak ODUCZYĆ KOTA APORTOWANIA <rotfl>