Alez mi sie wczoraj porobilo...
Maggie miala przybrudzone futerko i namowilam meza zeby ja wykapac. Dodatkowo liczylismy, ze dzieki temu zejdzie z niej troche klakow.
Moje Kochanie (mowie o kocie

) bylo grzeczne i cierpliwe. W ogole nas nie zadrapala, choc powiedzmy kapanie nie bedzie jej ulubionym sposobem spedzania wolnego czasu.
Futerko czysciutkie. Klaki - prawie nic nie zeszlo <zły> Zszedl natomiast zapach....
Zupelnie mi to do glowy nie przyszlo - zafundowalam sobie "dokocenie". Lila nie rozpoznala Megusi - syczala, jezyla sie, uciekala pod komody. Zglupialam totalnie <shock>
Na szczescie po 5-6 godzinach uspokoilo sie, mniej wiecej jak Megusia do konca wyschla. Dobrze, bo juz mialam stracha co zrobic jak to bedzie trwac a my musimy do pracy isc...
Wiec dla wszystkich posiadaczy wiecej niz jednego kota - nie musi tak byc, ale jak cos to uwazajcie, zeby nie zafundowac stresu swoim futerkom, jak to niestety zrobilam ja...