Witamy i my.
Wczoraj cały dzień nie było nas w domku,byliśmy na grillu.
Jak wróciliśmy standardowo chciałam oczyścić Raji rankę,sprawdzić czy coś się dzieje.
Ściagam kubraczek a tam szok!!!!!
Rana spuchnięta,balon!!!ślimaczy się,śmierdzi z rany,jakaś taka rozbebłana....
Wystraszona dzwonię do wetki-dodam,ze była 23 godzina!!!!
Ale ostatnio wet(jej maż) mówił,ze jakby coś się działo to nawet o 3 w nocy mogę dzwonić...
No wiec dzwonię,raz,drugi nic.....
Napisałam smsa o co chodzi,opisałam w kilku słowach.
Zrobiłam tel zdjecie i wysłałam mmsa.
Zadzwoniłam za chwilkę.
Pani wet kazała przyjechać do kliniki bo wg niej wdała się infekcja i krwiak się zrobił.
Jakim cudem ja się pytam,jak ma cały czas kubraczek na sobie,ciasno założony,wymieniane co dziennie wkłady,każdego dnia dezynfekowane....
W ranie były poprzylepiane kłaczki,które nie pozwalały ranie oddychac i się babrało.
I takim oto sposobem o godzinie 23:30 byliśmy w gabinecie.Raja miała igłą odciąganą tą kre-2 strzykawki były....
Dostała zastrzyk przeciw bólowy i przeciw zapalny.oraz ranka zostałą zdezynfekowana i popsikana jakimś sreberkiem

Uffffff.
dobrze,ze Ci weterynarze są z powołania...ten "stary" kazałby mi przyjść dopiero rano,olał by to....
A martwiłam się bo u weta z nią moglibyśmy być dopiero pod wieczóra bo jedziemy daleko pozaąłtwiać pewne sprawy....cały dzień bidulka by z tym chodziła a tak jest teraz spokój.....i mam czyste sumienie....