Bazyl i Teoś
- madziulam2
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 2820
- Rejestracja: 17 lis 2009, 18:18
- Płeć: kobieta
- Skąd: Kraków
- Mago
- Super Admin
- Posty: 4597
- Rejestracja: 23 lis 2008, 20:28
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Warszawa
- Kontakt:
- Agnieszka7714
- Posty: 2450
- Rejestracja: 25 paź 2010, 09:42
- Płeć: kobieta
- Skąd: Wrocław
-
Pola
- Hodowca
- Posty: 866
- Rejestracja: 24 lis 2008, 09:51
- Kontakt:
- animru
- Posty: 792
- Rejestracja: 16 lis 2010, 21:04
przeżyliśmy z Bazylkiem chwilę grozy w jego urodziny i wczoraj. Bazylek w swoje urodziny zaczął kuleć na lewą przednią łapę. Oczywiście pomyślałam sobie, że skoczył z wysokości, na przykład z piętrowego łóżka i spadł tak niefortunnie, że coś sobie zrobił w łapę. Nie miał żadnej opuchlizny, dość dobrze skakał na drapak czy meble, ale jak chodził po podłodze to kulał. Jadł i pił normalnie.
Wczoraj natomiast bardzo nas zaniepokoił, bo stał się osowiały. Dużo spał, jak postawiliśmy go w danym miejscu to tam się kładł i leżał, widać było, że po prostu coś mu jest.
Niewiele myśląc zapakowaliśmy kota w transporter, w samochód i do weta.
Wetka postawiła go na podłogę, żeby zobaczyć, czy kuleje, a tu nic. Nie kuleje. To prawda, wczoraj już kulał mniej, ale był osowiały. Zaczęła mu oglądać łapy, jedna po drugiej, nic nie wymacała niepokojącego.
Zmierzyła mu temperaturę, a tam 40 stopni. Szok.
Powiedziała nam, że przypuszcza, że uszkodzoną ma tkankę miękką w tej łapie - bo w kościach nic nie wymacała, chociaż rtg nie miał, czyli albo naciągnięte ścięgna, albo nawet zerwany mięsień, albo na przykład cś w stawie, który nawet mógł podkrwawić, zrobił się stan zapalny i stąd ta gorączka.
A druga hipoteza wystraszyła nas nie na żarty, po wspomniała o fipie, że to młody kot, że gorączka, a ta łapa to mógł być zbieg okoliczności.
Bazylek dostał zastrzyk przeciwbólowy i przeciwgorączkowy, przeciwzapalny oraz antybiotyk. To wszystko działo się wczoraj o dwudziestej.
Dostałam przykaz taki - jeśli do jutra mu to przejdzie, to znaczy, że to ta łapa i stan zapalny, a te zastrzyki pomogły i kotu nic wielkiego nie jest, a jeśli do jutra nie przejdzie, to na badanie krwi.
jeśli byłoby ok, to dostałam jeszcze 3 dawki antybiotyku do kontynuacji.
Pół godziny po wizycie było widać, że Bazylek ma się o wiele lepiej. Wiadomo - zeszła mu temperatura, dlatego najbardziej się bałam, jak się będzie zachowywał dzisiaj.
I dzisiaj wielkie UFFFF, kiedy to Bazylek odżył, zaczął biegać, widać, że po prostu nie ten sam kot. Pięknie je, pije, zachowuje się po prostu normalnie. Oczywiście dalej się o niego martwię, bo ta wetka tak nas nastraszyła <strach> wczoraj to z łzami w oczach wracałam z nim do domu, ale jestem już dobrej myśli, bo jest duża poprawa...
Bardzo was proszę trzymajcie kciuki za naszego Baziii.
Co o tym wszystkim myślicie?
Wczoraj natomiast bardzo nas zaniepokoił, bo stał się osowiały. Dużo spał, jak postawiliśmy go w danym miejscu to tam się kładł i leżał, widać było, że po prostu coś mu jest.
Niewiele myśląc zapakowaliśmy kota w transporter, w samochód i do weta.
Wetka postawiła go na podłogę, żeby zobaczyć, czy kuleje, a tu nic. Nie kuleje. To prawda, wczoraj już kulał mniej, ale był osowiały. Zaczęła mu oglądać łapy, jedna po drugiej, nic nie wymacała niepokojącego.
Zmierzyła mu temperaturę, a tam 40 stopni. Szok.
Powiedziała nam, że przypuszcza, że uszkodzoną ma tkankę miękką w tej łapie - bo w kościach nic nie wymacała, chociaż rtg nie miał, czyli albo naciągnięte ścięgna, albo nawet zerwany mięsień, albo na przykład cś w stawie, który nawet mógł podkrwawić, zrobił się stan zapalny i stąd ta gorączka.
A druga hipoteza wystraszyła nas nie na żarty, po wspomniała o fipie, że to młody kot, że gorączka, a ta łapa to mógł być zbieg okoliczności.
Bazylek dostał zastrzyk przeciwbólowy i przeciwgorączkowy, przeciwzapalny oraz antybiotyk. To wszystko działo się wczoraj o dwudziestej.
Dostałam przykaz taki - jeśli do jutra mu to przejdzie, to znaczy, że to ta łapa i stan zapalny, a te zastrzyki pomogły i kotu nic wielkiego nie jest, a jeśli do jutra nie przejdzie, to na badanie krwi.
jeśli byłoby ok, to dostałam jeszcze 3 dawki antybiotyku do kontynuacji.
Pół godziny po wizycie było widać, że Bazylek ma się o wiele lepiej. Wiadomo - zeszła mu temperatura, dlatego najbardziej się bałam, jak się będzie zachowywał dzisiaj.
I dzisiaj wielkie UFFFF, kiedy to Bazylek odżył, zaczął biegać, widać, że po prostu nie ten sam kot. Pięknie je, pije, zachowuje się po prostu normalnie. Oczywiście dalej się o niego martwię, bo ta wetka tak nas nastraszyła <strach> wczoraj to z łzami w oczach wracałam z nim do domu, ale jestem już dobrej myśli, bo jest duża poprawa...
Bardzo was proszę trzymajcie kciuki za naszego Baziii.
Co o tym wszystkim myślicie?
