Elwisko3, turnus łowienia ptaków jest, ale tylko taki połączony z wspinaczką himalaistyczną. Na poziomie ziemi wszystkie ptaki już wytłukła Niunia. Zostały tylko te na dachu i na drzewach. Zapisać Melutkę?
Soniu,dawaj obu chłopaków do nas. Nieśmiały Tamiś mógłby się podszkolić np. z technik medytacji (czatownię odstąpi Koko), połączoną z pasterstwem koników (polnych, oczywiście).
A teraz opowiastka z rodzaju "z życia wzięte":
Od pewnego już czasu byłam bombardowana mailami ze strony jednego ze sprzedawców telewizji satelitarnej, które ponaglająco zachęcały do wymiany dekodera na ponoć „lepsiejszy”. W końcu zebrałam w sobie moc i postanowiłam wymienić owo, jakże pożądane przez nich ustrojstwo.

Uwolniłam telewizor od trzymających go dekoderowych kabli, upewniając się, czy aby na pewno za wiele nie oddam, umiejętnym ruchem pozyskałam też należny zasilacz. Przypomniałam sobie jeszcze, że i karton, koniecznie oryginalny (!!!), będzie mi potrzebny, aby to wszystko spakować i z szacuneczkiem oddać nerwowemu właścicielowi.

Kilka lat temu próbowałam oddać im poprzedni dekoder, który uległ awarii, to powiedzieli mi, że bez rzeczonego kartonu w żadnym razie sprzętu nie przyjmą.

Więc tym razem, pamiętna owych przestróg, rzuciłam się do piwnicy i po dość wnikliwych czynnościach lokalizacyjnych, wyłuskałam z trudem „święte” pudlisko spod innych rupieci. Gdy próbowałam zapakować do niego sprzęt, kolejne „kłody pod nogi” zaliczyłam. Poniższa fotka sama mówi za siebie:
I żałuję, że już wtedy nie wzięłam sobie do serca tego, jakże wymownego spojrzenia mojego Koko.

No cóż… Z należytą troskliwością wyjęłam dzikiego lokatora z nowego lokum

, zapakowałam dekoder wraz z „przynależnościami” i podreptałam do jaskini smoka. Wchodzę i cóż widzę! Wita mnie napis wielkością zbliżony do pierwszomajowego transparentu: „Dekodery przyjmujemy wyłącznie BEZ opakowania!!!”. W duchu zaklęłam siarczyście,

po czym z namaszczeniem złożyłam na ladzie przyniesione nędzne szczątki. Na to pani ekspedientka zawołała: „A pilot gdzie?!!!”

Zaszantażowana słowami „Albo 30 złociszy zastawu za pilota albo sprzętu nie przyjmujemy” wpłaciłam haracz, odebrałam nowiutki, cudowny dekoder, a po dwóch godzinach wróciłam do sklepu z "zabytkowym" pilotem. Całe szczęście, że nie musiałam targać z powrotem kartonu, który chyba umknął uwadze srogiego nadzoru. Koko był niepocieszony, ale aby mu wynagrodzić narażenie na niewygody, błyskiem zrobiłam zamówienie w zooplusie. Wygodny karton dla niego będzie gratis.

Ufff, ale się przy tym wszystkim naharowałam...