Małgorzata pisze:Anka, a może by w formie tabletek to lekarstwo było? Ja mam z Bono takie doświadczenia medyczne, że jednak najpewniejsza jest tabletka. Wrzucasz do pyszczka i po kłopocie. I wiesz, że na pewno całość lekarstwa trafiła do przewodu pokarmowego.
wrzucasz do pyszczka, po jakimś czasie przytrzymywania zaglądasz do środka- tabletki nie ma. Głaskasz kota z pochwałą, potem go puszczasz, kot odchodzi od ciebie na ok metr, może więcej i patrząc ci czule w oczy tabletkę wypluwa.
Przez jakiś czas sami Luckowi dawaliśmy tabletki na odrobaczenie kupowane u weta. Kilka razy było BEZ najmniejszych problermów. Póxniej było tylko gorzej. oszukiwał, że połknął po to, by kawałek dalej wypluc ją, a w pyszczku i pod językiem i przy policzkach i głęboko w gardle nie było jej widac...
Ostatnia próba podania mu tabletki przez nas miaa miejsce jak byłam na koncu ciąży. kot w koncu tabletkę zjadł, ale jednoczesnie przebił kłem paznokiec TZtowi. Od tego czasu wolimy wetowi zapłacic, niż stresowac siebie i kota, bo kot był tak straumatyzowany po tym jak Damiana ugryzł, że bał się cały wieczór do nas zblizyc... A przeciez wczesniej przyjmował od nas tabletki bez problemów.
A tu miałam do wyboru albo zastrzyki, albo to. Wole tak, szczególnie że znika do zera z mokrym. I to tylko pech, że akurat zabrakóo mi w domu mokrego, bo przeważnie zapas niewielki, ale jednak iles saszetek, bądz puszek mam.