: 19 cze 2010, 23:09
Do tej pory prałam tylko z powodu "nieudanej obsługi kupy o nieprawidłowej konsystencji", ale teraz z okazji tego gigantycznego linienia nie widziałam innego sposobu na ściągnięcie na raz tych wszystkich kłaków...
Ozor wyprany, nie miałam już siły na Iggiego.
Do tej pory "prałam" w wannie, dzisiaj wlazłam z Ozzim do kabiny prysznicowej i poszło dużo spokojniej, bez prób ucieczki, bo i nie było gdzie
Przykucnęłam i wtedy Ozz nie myśląc wiele wskoczył mi na kolano i tak siedział przez cale mycie, a mi wysiadał staw od tych 6ciu kilo balansujących jak najdalej od mokrej powierzchni brodzika. Muszę wymyślić jakąś alternatywną grzędę pod przysznic dla kotów, bo widzę, że sama woda lejąca się z góry nie jest tak obrzydliwa dla nich, jak stanie w kałuży. Może odwócone wiaderko?
Włosów było co niemiara, odpływ mi się zakłaczył... A potem jeszcze podczas schnięcia wygłaskałam z Ozza kulę kłaków.

Suszenie w zachodzącym słońcu.

Ozor wyprany, nie miałam już siły na Iggiego.
Do tej pory "prałam" w wannie, dzisiaj wlazłam z Ozzim do kabiny prysznicowej i poszło dużo spokojniej, bez prób ucieczki, bo i nie było gdzie
Przykucnęłam i wtedy Ozz nie myśląc wiele wskoczył mi na kolano i tak siedział przez cale mycie, a mi wysiadał staw od tych 6ciu kilo balansujących jak najdalej od mokrej powierzchni brodzika. Muszę wymyślić jakąś alternatywną grzędę pod przysznic dla kotów, bo widzę, że sama woda lejąca się z góry nie jest tak obrzydliwa dla nich, jak stanie w kałuży. Może odwócone wiaderko?
Włosów było co niemiara, odpływ mi się zakłaczył... A potem jeszcze podczas schnięcia wygłaskałam z Ozza kulę kłaków.

Suszenie w zachodzącym słońcu.
