Budyń patrycjowy
-
cruk
- Posty: 76
- Rejestracja: 25 paź 2009, 16:20
No i jest z nami w domu
Podroz autem na trasie Chrzanow-Warszawa minela nam niezwykle spokojnie. Enterek (nazwany przez Rodzine - jednak Budyniem - odbylo sie glosowanie i dzieci wybraly) rozlozyl sie na kocyku, na calej dlugosci transporterka, oparl sobie nawet lapke o kratke celem amortyzowania ewentualnych przemieszczen na zakretach i tak drzemiac przejechal cala droge, bez najmniejszego pisniecia.
Do domu dotarlismy pozno, bo po 21. Musielismy jeszcze odebrac core (najmlodsza) od Dziadkow i troszke sie nam zeszlo, ale Budyniek w ogole nie protestowal i byl ogromnie spokojny, ale nie ospaly czy osowialy. Znosil z niezwykla cierpliwoscia transportowanie go.
W domu, najpierw trzeba bylo zajac sie spiacymi i padajacymi na nos dziecmi, a dopiero potem moglismy na spokojnie zagospodarowac kocurka. W trakcie usypiania najpierw zostal przeniesiony do "swojego" pokoju i tam umieszczony w otwartym kontenerku, a dopiero pozniej zachecony do zwiedzania.
Tysza (po-babcina 3letnia kotka) tak byla zafascynowana swieza zawartoscia postawionych w pokoju budyniowych miseczek, ze kompletnie nie zwrocila uwagi na towarzysza, ktory spokojnie siedzal sobie w transporterku. Zorientowala sie pozniej ze ma kota na terenie, gdy Budyn baraszkowal na dywanie, wycofala sie z przedpokoju do kuchni syczac i mruwarczac, ale nie reaguje na niego zjezona, nie rozklada uszu na boki i nie jezy ogona czy grzbietu.
Koty wzakjemnie szanuja swoje terytoria, gdy Budyn zapedzil sie do naszej sypialni, gdzie pod lozkiem spi Tysza, wycofal sie grzecznie, ona tez nie wchodzi do salonu gdzie urzeduje Budyniek, trzyma sie pozostalej czesci mieszkania. A Budyn juz powoli osmiela sie zwiedzac korytarz, przedpokoj, dzieciecy pokoj i kawalek sypialni. Nie wpuszczam go jeszcze do gabinetu, bo tam za duzo klamotow pod fortepianem i nie chcialabym by gdzies utknal.
Pierwszego wieczora tylko pil. Ale na drugi dzien zjadl mokre z miseczki. Suchego nie jadl, Teraz juz je i suche i mokre (mokre chetniej). Pierwszego wieczora tez pieknie sie bawil a przytulas taki, ze opedzic sie od niego nie bedzie mozna. Gdy jedna osoba go przestaje miziac, to zaczepia lapkami, przewala sie na wszystkie strony, albo przewedrowuje do drugiej i tam kokietuje. Caly wieczor tak moze. W nocy spokojny, chociaz wszystko sobie zwiedzal i zagladal do mojej mamy (pod nieobecnosc meza spi w goscinnym) - wywachal ja, wylaskotal, udreptal. Podobno tez kilka razy sie odezwal kontrolnie.
Budyn kapitalnie sie bawi z chlopcami pedzelkiem z pior, myszkami, kuleczkami, niezwykle interesuja go ich autka. Siedzi z nimi na kanapie na bajce :-) Jest niezwykle spokojny i zrownowazony, ale czujny. Nie ploszy sie przez byle co, podziwiam go wiec szczerze, bo jednak dla takiego kociaka srodowisko zadziecione i to zupelnie nowe, jest duzym stresem.
PS. musimy popracowac tylko nad kufetka, bo kolega kupsko dzis rano wywinal na koldre goscinna, zanim mama zdazyla zebrac posciel. Mam wrazenie, ze niegarniecie sie do kuwetki wynika z innosci jej zawartosci tj. raczej kwestia zwirku. Juz mam benka bezzapachowego, ktorego uzywala hodowczyni zobaczymy. Oczywiscie koty maja na razie osobne kuwety.
jestem mega oczarowana Budyniem i stracilam dla niego glowe, maz rowniez, tym wieksze me szczescie, ze to rozlatany dziennikarz, dla ktorego w sumie zwierzak w domu nie jest az tak istotny i zauwazalny, bo sporo go nie ma. I jest Budyn taki wlasnie, jak na zdjeciach!
PS2. zaskoczylo mnie jak rozne futerka - strukture, konsystencje moga miec kociaki!
Budyn i jeszcze jeden kocurek mialy wlasciwie takie same, bardzo miasiste, grube, geste, gdy kot chodzi futro sie jakby dzieli zalamujac i w dotyku jest jak wata, miekkie i mile. Inny kocurek wlos mial wrecz szorstki w odbiorze, jakby bardziej przylegajacy i nie taki "przestrzenny" - nie wiem czy dobrze to wyjasniam, kolejne tez puszyste ale inaczej nie tak grubo puszyste i mieksze, jakby ciensze. Bardzo bylo to dla mnie ciekawe i zaskakujace doswiadczenie :-)
i umarlam gdy zobaczylam kocura z hodowli niespelna rocznego, ktyry na zdjeciach na www jest bardziej dorastajacym kociakiem, a przywital nas kocurrroo z takimi puciami, mina sarmaty i futrem opalizujacym jak skora delfina w wodzie!

Do domu dotarlismy pozno, bo po 21. Musielismy jeszcze odebrac core (najmlodsza) od Dziadkow i troszke sie nam zeszlo, ale Budyniek w ogole nie protestowal i byl ogromnie spokojny, ale nie ospaly czy osowialy. Znosil z niezwykla cierpliwoscia transportowanie go.
W domu, najpierw trzeba bylo zajac sie spiacymi i padajacymi na nos dziecmi, a dopiero potem moglismy na spokojnie zagospodarowac kocurka. W trakcie usypiania najpierw zostal przeniesiony do "swojego" pokoju i tam umieszczony w otwartym kontenerku, a dopiero pozniej zachecony do zwiedzania.
Tysza (po-babcina 3letnia kotka) tak byla zafascynowana swieza zawartoscia postawionych w pokoju budyniowych miseczek, ze kompletnie nie zwrocila uwagi na towarzysza, ktory spokojnie siedzal sobie w transporterku. Zorientowala sie pozniej ze ma kota na terenie, gdy Budyn baraszkowal na dywanie, wycofala sie z przedpokoju do kuchni syczac i mruwarczac, ale nie reaguje na niego zjezona, nie rozklada uszu na boki i nie jezy ogona czy grzbietu.
Koty wzakjemnie szanuja swoje terytoria, gdy Budyn zapedzil sie do naszej sypialni, gdzie pod lozkiem spi Tysza, wycofal sie grzecznie, ona tez nie wchodzi do salonu gdzie urzeduje Budyniek, trzyma sie pozostalej czesci mieszkania. A Budyn juz powoli osmiela sie zwiedzac korytarz, przedpokoj, dzieciecy pokoj i kawalek sypialni. Nie wpuszczam go jeszcze do gabinetu, bo tam za duzo klamotow pod fortepianem i nie chcialabym by gdzies utknal.
Pierwszego wieczora tylko pil. Ale na drugi dzien zjadl mokre z miseczki. Suchego nie jadl, Teraz juz je i suche i mokre (mokre chetniej). Pierwszego wieczora tez pieknie sie bawil a przytulas taki, ze opedzic sie od niego nie bedzie mozna. Gdy jedna osoba go przestaje miziac, to zaczepia lapkami, przewala sie na wszystkie strony, albo przewedrowuje do drugiej i tam kokietuje. Caly wieczor tak moze. W nocy spokojny, chociaz wszystko sobie zwiedzal i zagladal do mojej mamy (pod nieobecnosc meza spi w goscinnym) - wywachal ja, wylaskotal, udreptal. Podobno tez kilka razy sie odezwal kontrolnie.
Budyn kapitalnie sie bawi z chlopcami pedzelkiem z pior, myszkami, kuleczkami, niezwykle interesuja go ich autka. Siedzi z nimi na kanapie na bajce :-) Jest niezwykle spokojny i zrownowazony, ale czujny. Nie ploszy sie przez byle co, podziwiam go wiec szczerze, bo jednak dla takiego kociaka srodowisko zadziecione i to zupelnie nowe, jest duzym stresem.
PS. musimy popracowac tylko nad kufetka, bo kolega kupsko dzis rano wywinal na koldre goscinna, zanim mama zdazyla zebrac posciel. Mam wrazenie, ze niegarniecie sie do kuwetki wynika z innosci jej zawartosci tj. raczej kwestia zwirku. Juz mam benka bezzapachowego, ktorego uzywala hodowczyni zobaczymy. Oczywiscie koty maja na razie osobne kuwety.
jestem mega oczarowana Budyniem i stracilam dla niego glowe, maz rowniez, tym wieksze me szczescie, ze to rozlatany dziennikarz, dla ktorego w sumie zwierzak w domu nie jest az tak istotny i zauwazalny, bo sporo go nie ma. I jest Budyn taki wlasnie, jak na zdjeciach!
PS2. zaskoczylo mnie jak rozne futerka - strukture, konsystencje moga miec kociaki!
Budyn i jeszcze jeden kocurek mialy wlasciwie takie same, bardzo miasiste, grube, geste, gdy kot chodzi futro sie jakby dzieli zalamujac i w dotyku jest jak wata, miekkie i mile. Inny kocurek wlos mial wrecz szorstki w odbiorze, jakby bardziej przylegajacy i nie taki "przestrzenny" - nie wiem czy dobrze to wyjasniam, kolejne tez puszyste ale inaczej nie tak grubo puszyste i mieksze, jakby ciensze. Bardzo bylo to dla mnie ciekawe i zaskakujace doswiadczenie :-)
i umarlam gdy zobaczylam kocura z hodowli niespelna rocznego, ktyry na zdjeciach na www jest bardziej dorastajacym kociakiem, a przywital nas kocurrroo z takimi puciami, mina sarmaty i futrem opalizujacym jak skora delfina w wodzie!

- mimbla
- Posty: 2179
- Rejestracja: 02 paź 2009, 14:17
- Kontakt:
-
kasia z gdyni
- Posty: 492
- Rejestracja: 30 cze 2009, 16:34
- Kontakt:
-
cruk
- Posty: 76
- Rejestracja: 25 paź 2009, 16:20
opanowalismy sposobem kwestie kufetkowe :-)
Budyn po zmianie zwirku tez sie specjalnie nie garnal do kufety, by sie jakas nia specjalnie interesowac, skaaad, chociaz z drugiej strony nigdzie nie znalazlam sladow "przestepstwa", wiec stwierdzilam, ze moze za malo intymnie ma? albo trzeba go zachecic dodatkowo?
w kazdym razie zaczelam w niej delikatnie miziac po zwirku piorkami na patyku, czym sie oczywiscie zainteresowal od razu. Gdy podczedl do kufety przestalam szurac i staralam sie sprowokowac go do wejscia do srodka. Nie bardzo sie kwapil, probowal dosiegnac piorek z dystansu, ale mu to nie wychodzilo, wiec w koncu postawil na zwirku przednie lapki. Ale zaraz sie cofnal poza kufete. Niezle podchody co?
Ale piorkofilstwo zwyciezylo i w koncu wskoczyl do srodka, delikatnie, bez wariactwa. Gdy tylko wskoczyl, to zorientowal sie ze pod lapkami ma cos, co kojarzy i gdy zaczal z zapamietaniem wachac i dreptac, powooli ale zdecydowanie, wyciagnelam zabawke. Kot sie zapomnial w dreptaniu i niuchaniu, wsadzil lepek w kat kufety i siurnal!
a potem juz z drugiego konca pokoju pedzil do kufety robic to czy tamto, wiec odetchnelam z ulga, ze zalapal
je bardzo ladnie, pije tez, z dzieciakami bawi sie i towarzyszy kapitalnie, kroluje na kanapie i mruczy i tuli sie tak, ze jestem przeszczesliwa, bo "o takego kota zesmy walczyly"
Tysza nadal trzyma sie lini sypialnia-korytarz-przedpokoj-kuchnia, poczyniala proby zagladnia do salonu, ale nadal sie wycofuje i posykuje gdy jej Budyn gdzies na horyzoncie przemknie. A Budyn nic sobie z niej nie robi. Nie ploszy sie, nie reaguje syczeniem (generalnie to ani razu na nic i nikogo nie fuknal), po prostu sobie lezy, albo z ciekawoscia sie jej przyglada, ale bardzo spokojnie.
Style zalegania na kanapie:
1. Na przyjaciela
2. Na tumiwisizm
3. Na supermana
(przepraszam za jakosc zdjec, ustrzelone komorka, w kiepskim swietle wieczorem i kolor scian nie ulatwia)
Budyn po zmianie zwirku tez sie specjalnie nie garnal do kufety, by sie jakas nia specjalnie interesowac, skaaad, chociaz z drugiej strony nigdzie nie znalazlam sladow "przestepstwa", wiec stwierdzilam, ze moze za malo intymnie ma? albo trzeba go zachecic dodatkowo?
w kazdym razie zaczelam w niej delikatnie miziac po zwirku piorkami na patyku, czym sie oczywiscie zainteresowal od razu. Gdy podczedl do kufety przestalam szurac i staralam sie sprowokowac go do wejscia do srodka. Nie bardzo sie kwapil, probowal dosiegnac piorek z dystansu, ale mu to nie wychodzilo, wiec w koncu postawil na zwirku przednie lapki. Ale zaraz sie cofnal poza kufete. Niezle podchody co?
Ale piorkofilstwo zwyciezylo i w koncu wskoczyl do srodka, delikatnie, bez wariactwa. Gdy tylko wskoczyl, to zorientowal sie ze pod lapkami ma cos, co kojarzy i gdy zaczal z zapamietaniem wachac i dreptac, powooli ale zdecydowanie, wyciagnelam zabawke. Kot sie zapomnial w dreptaniu i niuchaniu, wsadzil lepek w kat kufety i siurnal!
a potem juz z drugiego konca pokoju pedzil do kufety robic to czy tamto, wiec odetchnelam z ulga, ze zalapal
je bardzo ladnie, pije tez, z dzieciakami bawi sie i towarzyszy kapitalnie, kroluje na kanapie i mruczy i tuli sie tak, ze jestem przeszczesliwa, bo "o takego kota zesmy walczyly"
Tysza nadal trzyma sie lini sypialnia-korytarz-przedpokoj-kuchnia, poczyniala proby zagladnia do salonu, ale nadal sie wycofuje i posykuje gdy jej Budyn gdzies na horyzoncie przemknie. A Budyn nic sobie z niej nie robi. Nie ploszy sie, nie reaguje syczeniem (generalnie to ani razu na nic i nikogo nie fuknal), po prostu sobie lezy, albo z ciekawoscia sie jej przyglada, ale bardzo spokojnie.
Style zalegania na kanapie:
1. Na przyjaciela
2. Na tumiwisizm
3. Na supermana
(przepraszam za jakosc zdjec, ustrzelone komorka, w kiepskim swietle wieczorem i kolor scian nie ulatwia)
- Kamiko
- Hodowca
- Posty: 3390
- Rejestracja: 19 gru 2008, 12:29
- Hodowla: Mazuria*PL
- Płeć: kobieta
- Skąd: Dobra Wola k/Nasielska
- Kontakt: