Witam ponownie. Dzisiaj historyjka z ubiegłego lata, kiedy to Koko namiętnie wylegiwał się na balkonie, okupując bezcenną miejscówkę na... grilu. <mrgreen>
Loko-Koko
- Koko, nie podoba mi się tamten tajemniczy obiekt! Widzę go z góry, jest rudy i aż błyszczy z daleka.
- Jaki obiekt? Znowu przerwano mi słodką drzemkę. A miałem taaaaki piękny sen.
- Noc jest od spania. Teraz masz być czujny. O tam jest w krzakach, gad jeden!
- Aaaa faktycznie! Trzeba go koniecznie pogonić. Ale najpierw precyzyjnie zlokalizować! Mam plan. Przetestujemy mój kolejny wynalazek.
- Ale ja jakoś nie mam zaufania do tych twoich genialnych wymysłów. Zawsze zrobisz mnie w bambuko. A tym razem pewnie chcesz mnie wykurzyć z fotela?
- Nie marudź, mała. Tym razem wypróbujemy mój system nawigacji satelitarnej - Loko-Koko. To łatwe. Ty będziesz w ogrodzie podążać tropem gadziny, a ja z balkonu będę robił za satelitę i naprowadzał na cel.
- Dalej, mała, śmigaj na poligon! I zamykaj szybko drzwi, bo BabaJaga nie znosi przeciągów.
- Jeszcze tylko ustalę koordynaty ze słońcem i … huzia na Józia. Pip, pip! Za beczką skręć w lewo.
- W lewo, czyli… w prawo(?) Blondynki zwykle mają odwrotne pojmowanie kierunków, więc wolę się upewnić, he, he.
- Uwaga, nad stawem częste kontrole drogowe! (czytaj: BabaJaga pilnuje, coby wody z robalami nie podpijać)
- Ojejejej! No nawet już zatankować nie można?
- Zawróć za mrowiskiem i jesteś u celu.
- Wiedziałam, że prędzej czy później ta cudowna nawigacja wyprowadzi mnie w… szyszki.
- Ale i oto nasza namierzona ruda gadzina. A nawet kilka. BabaJaga się ucieszy i pewnie upichci z nich jęcznicę (tłum.: Jęcznica = jajecznica z wkładką, po której się jęczy). <lol>
