Kasik… no nie bij... :->
Ah Yolla- ile ja bym dala, zeby to wakacje byly….
Nazywa sie to budzetowanie kosztow materialow i trzyma w pracy po 10-12h codziennie…od jakiegos miesiaca.
Głupio mi, ze sie nie odzywam. Ale sily zupelnie nie mam

A jak juz cos - to wole sie chwile z futrzastymi pobawic, bo one brak mojej osoby tez odczuwaja.
Ale to jeszcze tylko przez 10h jutro - bo pozniej - wakacje <tańczy>
Szybki raporcik - kociaste - odpukac - w formie i zdrowe. Mielismy niestety maly incydent z osą, ale na szczescie obeszlo sie tylko na mojej mega panice. To Lilunkowi zachcialo sie polowac na stworzenia latajace i żądlące…. Skoczyla, miauknela - i zobaczylam ose. Wyrzucilam ja za okno no i ruszylam do Lilki. Mialam stresa bo przez pierwsze 15 min nie bylo widac co zostalo urzadlone…. Ona przykladala lapke do glowy i byly dwie opcje - glowa i swedzi, albo lapka i probuje gryzc… Na szczescie po 15min sytuacja sie wyklarowala i na szczescie byla to lapka. Po godzinie byla podwojnego rozmiaru….

Ale wrocil maz z tesciami, ktorzy akurat byli u nas z wizyta. Tesciowie - lekarz i pielegniarka dokonali ogledzin no i sie uspokoilam. Gorzej z Lilunkiem - cala ta sytuacja ja zestresowala - ukaszenie, non stop ogledziny (w pewnym momencie zabronilam wszystkim zblizac sie do kota). Ale na szczescie po 48h wszystko to bylo juz tylko niemilym wspomnieniem.
Opuchlizna zeszla i Lilunek w tym tygodniu odchodzil pierwsze urodzinki skaczac wszystkimi 4 lapkami za piorkami :-) :-) :-)
Ponizej jeszcze zdjecie solenizantki.
Uciekam ale tym razem wroce juz za jakies 48h <mrgreen>
