Monic pisze:Witam się na Twoim wątku, mieliśmy kotkę z Kociej Ostoi, niestety odeszła od nas zbyt wcześnie, teraz czekamy na następną i z ciekawością obserwuję Twój wątek:-) Dzieciaczki z rodzimej hodowli powinny się poznać, dlatego witam się u Was:-) Wega pięknie Wam rośnie, zupełnie jak nasza Tosia...Będziesz miała piękną kotkę:-)
P.S. Pani Basia opowiadała mi ostatnio ja we dwie się zgadałyście na forum i odebrałyście kotki A ja jej mówię "wiem!" <mrgreen> Trochę była zdziwiona
Witam Cię Monic ;) Super, że do Nas trafiłaś. Czytałam Twój wątek i strasznie mi przykro, że straciłaś Tosię. Trzymam kciuki za nową koteczkę aby szybko się zaadoptowała w Waszym domku. Zaraz się przywitam u Ciebie <mrgreen>
Cieszę się, że nasza rodzinka z KC tak tu rośnie w siłę <tańczy> <tańczy> <tańczy>
azar pisze:Poczytałam troszkę na tym wątku i wreszcie wiem co mi jest. BRYTOZA!
A ponieważ piszecie trochę na temat dokocenia, wypowiem się i ja.
Jak wiecie 2 razy szczęśliwie się dokociłam, choć przyjmuje się, że nie zawsze musi tak być.
Ja uważam, że u mnie sukces wynikał z bardzo konkretnych rzeczy: byłam zadowolona z hodowli , z kontaktów z hodowcą i mój kolejny kot był z tej samej hodowli. Jest to pierwszy warunek i bez niego nie ma pozostałych. A są to: pokrewieństwo z pierwszym kotem i wynikające z tego cechy charakteru, takie samo wychowanie w hodowli, te same nawyki żywieniowe. To wszystko bardzo ułatwia sprawę. U mnie jeszcze istotne było, że Parysek jest bardzo łagodnym kotem. I choć był rezydentem i panem domu, to ucieszył się z nowego przybysza. No ale reakcji rezydenta się nie przewidzi. Miałam też wiele czasu dla kotów, bo wtedy nie pracowałam.
Myślę, że dokoceniu sprzyja niewielka różnica wieku między kotami. I choć bardzo kochałam Rachelkę , kocham też Tolę, to żałuję, że nie wzięłam z Paryskiem drugiego kota. A przyznam się, i pani Basia wie o tym, że miałam oko na Pamelę. Ale wyszło inaczej i w sumie nie jest źle.
Azar cieszę się, ze do nas zawitałaś Wydaje mi się, że masz dużo racji jednak nie jestem pewna czy koty to czują, że są tak blisko spokrewnione. Na wystawie w Czechach moja Wegunia nie za bardzo polubiła się z Newtonkiem. Choć dokocenie to zupełnie inna sprawa. Ty już jesteś weteranką jeśli chodzi o dokocenie i na pewno masz większe doświadczenie ;)
ja wcale nie myślę o poczuciu więzi rodzinnej, ale o pewnych cechach charakteru, których można oczekiwać z racji pokrewieństwa. Choć z drugiej strony wydaje mi się, ze coś tam koty wiedzą , a na pewno pamiętają. Jak ostatnio zawiozłam Paryska do Rybnika, to bardzo dobrze wiedział gdzie jest. a przecież minęło ponad rok jak go wzięłam.
azar pisze:ja wcale nie myślę o poczuciu więzi rodzinnej, ale o pewnych cechach charakteru, których można oczekiwać z racji pokrewieństwa. Choć z drugiej strony wydaje mi się, ze coś tam koty wiedzą , a na pewno pamiętają. Jak ostatnio zawiozłam Paryska do Rybnika, to bardzo dobrze wiedział gdzie jest. a przecież minęło ponad rok jak go wzięłam.
cheshire pisze:Ojjj Wegunia napewno by się polubiła z Newtonkiem na innym terenie <roll> Na wystawie wiadomo - stres. Nawet Panią Basię osyczał <diabeł>
To fakt, pamiętam jak się bidulek stresował. Jednak nie przeszkodziło mu to w wygraniu pucharka <rotfl>
Ewcia pisze:
To fakt, pamiętam jak się bidulek stresował. Jednak nie przeszkodziło mu to w wygraniu pucharka <rotfl>
Nawet uszka niewyskubane i brak kosmetyczki nie przeszkodzily <lol>
A Wegunia malutka damulka to nawet grzecznie indyczki jadla - ojj Niuton ma sie od kogo uczyc
A jak tam, pije dalej tylko mleczko wybredna ksiezniczka <święty>