: 09 lut 2011, 17:15
Nie można darować, bo badania ważne są 
Moja wetka podaje to samo, co przepisuje się psom i kotom na Sylwesytra, tyle że ona podaje w zastrzyku, żeby podziałało od razu - nie lubię tego specyfiku, na tyle lat pobierania krwi u wielu kotów, uciekłam się do tego sposobu tylko dwa razy. Ale uważam, że niekiedy jest to mniejsze zło - niedobrze jest doprowadzić do sytuacji, w której kot zaczyna w obronie gryźć, bo taki kot, raz przełamawszy tabu, będzie już gryzł - wie, że to jest skuteczne. Dlatego tym razem po dwóch podejściach z Fado, kiedy zobaczyłam ten pierwszy błysk szaleństwa w oczach, od razu zdecydowałam się na taką "pacyfikację". Fado jest wielki i bardzo silny, nie gryzie, nie kłapie, jedynie odwraca się na grzbiet i próbuje uruchamiać łapy. Ale jest na skraju wytrzymałości, a kot, który przkroczy taki "próg adaptacyjny", jest już nieobliczalny, i zawsze z nami wygra - ugryzienie, odłożenie do transportera - dla niego to wygrana, zadziałało. Ale ja już po kilku latach potrafię ocenić z dużym prawdopodobieństwem, które zachowania są tylko straszeniem (dlatego uważam, że Gatta jest kotem "bezpiecznym", chociaż dla słuchającego za drzwiami... niezłe to było przeżycie zapewne), a które świadczą o tym, że kot traci nad sobą kontrolę. Uważam, że nie można do tego dopuszczać - może lepszym rozwiązaniem byłby taki worek, o którym pisze Mysza, ale moi weci nie mają. To, że kot jest w domu płochliwy, wcale nie przesądza o tym, jak się zachowa przy badaniach. Ja myślę, że poszłoby wszystko sprawniej u Harity, gdyby badania przynajmniej rozłożyć, a nie robić wszystkie na raz.
Vanicca, przepraszam za <offtopic> , już nie będę!
A Harita na zdjęciach piękna <zakochana>
Moja wetka podaje to samo, co przepisuje się psom i kotom na Sylwesytra, tyle że ona podaje w zastrzyku, żeby podziałało od razu - nie lubię tego specyfiku, na tyle lat pobierania krwi u wielu kotów, uciekłam się do tego sposobu tylko dwa razy. Ale uważam, że niekiedy jest to mniejsze zło - niedobrze jest doprowadzić do sytuacji, w której kot zaczyna w obronie gryźć, bo taki kot, raz przełamawszy tabu, będzie już gryzł - wie, że to jest skuteczne. Dlatego tym razem po dwóch podejściach z Fado, kiedy zobaczyłam ten pierwszy błysk szaleństwa w oczach, od razu zdecydowałam się na taką "pacyfikację". Fado jest wielki i bardzo silny, nie gryzie, nie kłapie, jedynie odwraca się na grzbiet i próbuje uruchamiać łapy. Ale jest na skraju wytrzymałości, a kot, który przkroczy taki "próg adaptacyjny", jest już nieobliczalny, i zawsze z nami wygra - ugryzienie, odłożenie do transportera - dla niego to wygrana, zadziałało. Ale ja już po kilku latach potrafię ocenić z dużym prawdopodobieństwem, które zachowania są tylko straszeniem (dlatego uważam, że Gatta jest kotem "bezpiecznym", chociaż dla słuchającego za drzwiami... niezłe to było przeżycie zapewne), a które świadczą o tym, że kot traci nad sobą kontrolę. Uważam, że nie można do tego dopuszczać - może lepszym rozwiązaniem byłby taki worek, o którym pisze Mysza, ale moi weci nie mają. To, że kot jest w domu płochliwy, wcale nie przesądza o tym, jak się zachowa przy badaniach. Ja myślę, że poszłoby wszystko sprawniej u Harity, gdyby badania przynajmniej rozłożyć, a nie robić wszystkie na raz.
Vanicca, przepraszam za <offtopic> , już nie będę!
A Harita na zdjęciach piękna <zakochana>