Re: Effy i Tori :)
: 20 gru 2012, 15:52
Boże, muszę wyjść, ale na chwilkę jeszcze zostanę <lol>
Najlepiej znasz swoje koty, i to, jak sie kończą takie spotkania. To nasza interpretacja, że gdzieś się przysuwam, to znaczy, że potrzebuję bliskości - my, ludzie tak robimy. Oczywiście może być i tak, i ja przecież napisałam, że tak być może, to NIE ZAWSZE jest rywalizacja.
Skąd masz pewność, że fotel jest ziemią niczyją? To było jednorazowe leżenie?
No i właśnie tak, jak napisałaś
Ja nie piszę, że to są złe zachowania przecież, przecież piszę, jak potrafią być doskonałe - po prostu uczulam na fakt, że nie zawsze nasza ludzka interpretacja jest tą właściwą, to znaczy przypisywanie naszych ludzkich pobudek. To wszystko. Koty są fantastycznymi manipulantami, nie zawsze ich postępowanie naznaczone jest szlachetnymi pobudkami - coś na ten temat mógłby powiedzieć mój syn, budzący się regularnie z głową na podłodze (ma niski materac), i Fado rozpoztartym wygodnie na poduszce. Przy czym na ogół jeszcze rejestruje moment, kiedy Fado przychodzi się "przytulić" <lol> Potem jest pozycja jak u Diunki, takie niby nic, niby Cię dotknę jeszcze tutaj, teraz się przeciągnę...
Tam, gdzie nawet w obrębie jednego legowiska jest jakaś ścianka, przedziałek, koty ułożą się w 90% blisko, ale w tych osobnych zagłębieniach. Oczywiście są wyjątki, jak od wszystkiego, są inne zasady w przypadku kotów młodych, kociąt, i kociąt przy matkach czy nawet innych dorosłych kotach. Zawsze leżenie blisko jest dobrym znakiem, bo nawet, jeśli kryje się pod tym coś niecnego, wszystko załatwiane jest w sposób spokojny i pokojowy. Czy koty naprawdę tak bardzo się kochają, wychodzi dopiero przy możliwości zajęcia dwóch równorzędnych miejsc - rzadko wybiorą to samo, żeby się przytulać. To znaczy przyjdą, poprzytulają się, i idzie każde do siebie, jeśli jest możliwość. Nawet, jeśli to "do siebie" to tylko oddzielenie cienkim wałeczkiem, jak na parapetowych legowiskach Bartolki.
Molly, ja to w wolnej chwili wszystko poprzenoszę, nie krzycz na nas, dawaj swoje dzieciaczki
Najlepiej znasz swoje koty, i to, jak sie kończą takie spotkania. To nasza interpretacja, że gdzieś się przysuwam, to znaczy, że potrzebuję bliskości - my, ludzie tak robimy. Oczywiście może być i tak, i ja przecież napisałam, że tak być może, to NIE ZAWSZE jest rywalizacja.
Skąd masz pewność, że fotel jest ziemią niczyją? To było jednorazowe leżenie?
No i właśnie tak, jak napisałaś
Leżały sobie na własnych ziemiach, bo każda chciała być na tej ziemi, niekoniecznie zbyt blisko, w każdym razie jedna z nich tej bliskości nie chciała.Na drugim zdjęciu Diuna przesunęła Koko łapą, bo wciskała się w jej rozumieniu zbyt blisko. Na co Koko podniosła głowę, jak na zdjęciu widać, zaakceptowała fakt i klapnęły tak razem. Odpoczywały razem dość długo.
Ja nie piszę, że to są złe zachowania przecież, przecież piszę, jak potrafią być doskonałe - po prostu uczulam na fakt, że nie zawsze nasza ludzka interpretacja jest tą właściwą, to znaczy przypisywanie naszych ludzkich pobudek. To wszystko. Koty są fantastycznymi manipulantami, nie zawsze ich postępowanie naznaczone jest szlachetnymi pobudkami - coś na ten temat mógłby powiedzieć mój syn, budzący się regularnie z głową na podłodze (ma niski materac), i Fado rozpoztartym wygodnie na poduszce. Przy czym na ogół jeszcze rejestruje moment, kiedy Fado przychodzi się "przytulić" <lol> Potem jest pozycja jak u Diunki, takie niby nic, niby Cię dotknę jeszcze tutaj, teraz się przeciągnę...
Tam, gdzie nawet w obrębie jednego legowiska jest jakaś ścianka, przedziałek, koty ułożą się w 90% blisko, ale w tych osobnych zagłębieniach. Oczywiście są wyjątki, jak od wszystkiego, są inne zasady w przypadku kotów młodych, kociąt, i kociąt przy matkach czy nawet innych dorosłych kotach. Zawsze leżenie blisko jest dobrym znakiem, bo nawet, jeśli kryje się pod tym coś niecnego, wszystko załatwiane jest w sposób spokojny i pokojowy. Czy koty naprawdę tak bardzo się kochają, wychodzi dopiero przy możliwości zajęcia dwóch równorzędnych miejsc - rzadko wybiorą to samo, żeby się przytulać. To znaczy przyjdą, poprzytulają się, i idzie każde do siebie, jeśli jest możliwość. Nawet, jeśli to "do siebie" to tylko oddzielenie cienkim wałeczkiem, jak na parapetowych legowiskach Bartolki.
Molly, ja to w wolnej chwili wszystko poprzenoszę, nie krzycz na nas, dawaj swoje dzieciaczki



