Strona 63 z 538

Re: Pan Kot Brytyjczyk

: 21 mar 2013, 13:59
autor: ania1978
wiosna idzie to Baxterek dba o linie <ok> kochany koteczek :kotek:

Re: Pan Kot Brytyjczyk

: 21 mar 2013, 14:31
autor: yamaha
Jaki fajny Pan Misio w tej budce <zakochana>
:kotek:

Re: Pan Kot Brytyjczyk

: 21 mar 2013, 15:02
autor: Audrey
Dziękujemy wszystkim za ciepłe słowa :roza: Bardzo nam miło :)
Dorszko, masz rację... to już niezależny koci kawaler :)


A co do ćwiczeń z Ewą, to ja też nie wyglądam tak cudnie i nie tryskam energią jak Baxter. Jest raczej odwrotnie. <lol>

Re: Pan Kot Brytyjczyk

: 21 mar 2013, 15:09
autor: Miss_Monroe
Audrey pisze:A co do ćwiczeń z Ewą, to ja też nie wyglądam tak cudnie i nie tryskam energią jak Baxter. Jest raczej odwrotnie. <lol>
Jak ćwiczę to Bentley leży na dywanie koło mnie z miną "ona jest nienormalna" <lol>

Re: Pan Kot Brytyjczyk

: 21 mar 2013, 16:08
autor: Molly
Baxter Ty genialny jesteś, wspierasz panią w staraniach o piękną linie, czego ja o swoich pannach powiedzieć nie mogę ;)
Głaski dla Ciebie kawalerze :kotek:

Re: Pan Kot Brytyjczyk

: 21 mar 2013, 16:24
autor: asiak
Baxterek, śliczny chłopak i jeszcze dba o formę :-) :kotek:

Re: Pan Kot Brytyjczyk

: 22 mar 2013, 00:01
autor: Agnes
<lol> zdjęcia na dywanie są świetne, ktoś tu <gwiżdże> powinien brać przykład z Baxterka, cudny jest! i fajnie, że budka się w końcu przyjęła :-)

Re: Pan Kot Brytyjczyk

: 22 mar 2013, 08:43
autor: Hann
Ale mu się okrągła głowa zrobiła <strach> No przepięknie wygląda <zakochana> Cieszę się, że od ćwiczeń gimnastycznych głowy nie ubędzie <lol>

Re: Pan Kot Brytyjczyk

: 22 mar 2013, 20:57
autor: margita
Baxterek w budce pięknie wygląda ... piękna głowa ... <zakochana>
i jaki z niego wysportowany kot ... <shock>
koniecznie Bronusiowi pokażę ... <lol> może też chłopak zacznie ćwiczyć ... <mrgreen>

Re: Pan Kot Brytyjczyk

: 22 mar 2013, 21:28
autor: Audrey
Dziękujemy za miłe słowa :)

Dziś tak sobie pisałam...
Natchnęły mnie "Kocie sprawy"

"Bóg stworzył kota, aby człowiek mógł mu usługiwać"

Na początku był chaos.
Ziemię otaczała ciemność. Wtedy Bóg postanowił ożywić planetę Ziemię.
Z mroku wyłoniły się dwie pary oczu - zielona i błękitna, których posiadaczami były nieziemsko doskonałe istoty stąpające z godnością po ziemskim padole – koty.
Stwórca popatrzył na swoje dzieło i stwierdził, że jest perfekcjonistą.
Spojrzał w kocie oczy i postanowił, że Ziemia będzie przybrana w ich barwy.
Pojawiły się błękitne jak kocie oczy niebo i woda oraz ląd pokryty roślinami w kolorze zieleni.
Te dwie barwy stanowiły idealną harmonię. Reszta była tylko dodatkiem.
Koty jako istoty niebiańskie nie zaprzątały sobie głowy przyziemnymi sprawami. Bóg stworzył więc dla nich człowieka, aby otoczył je opieką i służył im wiernie.
I tak się stało.
Przez dni, lata, wieki i tysiąclecia, ery człowiek towarzyszył kotu. Były wzloty i upadki tego międzygatunkowego związku emocjonalnego.
Dziś wiem na pewno, że obecnie relacja na płaszczyźnie kot – człowiek przeżywa swoisty renesans. Zmieniły się czasy. Nie zmieniło się jednak to, że człowiek to nadal uniżony sługa swego pana kota. Nastał koci złoty wiek. I to w moim domu. W domu osoby, która od urodzenia była zapatrzona, jak ciele w malowane wrota, w psy. Pies towarzyszył mi od dziecka. Kot, owszem, ale z dystansem. Można popatrzeć, ale nie obcować.
Aż do chwili, kiedy to ja – przedstawiciel gatunku ludzkiego przepadłam bez reszty, zakochałam się i zgodziłam na dożywotnią służbę u niego – przedstawiciela gatunku kociego, a konkretnie u reprezentanta rasy brytyjskiej.
To on - kot niebieski – czyli zesłany z nieba, jak inni wolą kot niebiański, zawładnął moim sercem, duszą i umysłem.
Oczywiście nie było mi dane od razu dostąpić zaszczytu goszczenia Pana Kota w moim domu. Nowa siedziba musiała być zburzona i zbudowana od nowa. Zaczęły się żmudne i pieczołowite przygotowania do powitania kota w naszych skromnych progach.
Sypialnia, plac zabaw, toaleta, jadalnia, ustalenie menu, gromadzenie zapasów, czyli przewrót domowy o 180 stopni. Skończyłam również szereg kursów doskonalących. Stałam się dyplomowanym kucharzem, pracownikiem cateringu, guwernerem, masażystą, manikiurzystką, fryzjerem, specjalistą do spraw kociego spa and wellness oraz przedsiębiorcą gospodarki komunalnej i oczywiście prezesem banku, aby móc spokojnie finansować wszystkie potrzeby i zachcianki Pana Kota.
I stało się. Nadeszła ta chwila, długo wyczekiwana i wytęskniona, przepełniona radością, podekscytowaniem i obawami „Czy podołamy? Czy będziemy dobrymi, usłużnymi opiekunami?”.
Z grodu nad Wisłą przybył Pan Kot Niebieski. Wkroczył w nasze życie, machnął pazurkiem oraz swym puszystym ogonem, miauknął i w mgnieniu oka zawładnął naszymi sercami. Zrewolucjonizował nasze życie, a nas podporządkował sobie bez reszty.
Z pełną odpowiedzialnością rzec mogę, że jesteśmy na każde skinienie kociego pazurka i dajemy z siebie wszystko, aby żyło mu się jak najlepiej.
Nasz rytm dnia ściśle podporządkowany jest rytmowi dnia i nocy naszego futerkowca.
Rano skoro świt rezydujemy w kuchni. Pan Kot głośnym miauknięciem domaga się porannej porcji jadła, którą, jeszcze nieprzebudzeni, nakładamy do kociej zastawy stołowej.
Następnie naszą uwagę pochłania obserwacja jaśnie wielmożnego Pana Kota podczas obchodu jego włości. Czas na audiencję, czyli chwila, kiedy możemy wspólnie oddać się przyjemnościom zabaw. Naszą posiadłość spowija cisza, gdy Pan Kot ucina sobie drzemkę. Stąpamy wtedy na paluszkach aż do wieczora. Gdy nastaje noc, a ciemność spowija świat… Nie, nie śpimy… wtedy cieszymy się momentami, gdy niebiańskie, miękkie futerko zaszczyca nas swoją obecnością, wchodzi nam na głowy (dosłownie ! ), głośno mrucząc, ugniatając swoimi łapkami nasze poduszki i domagając się pieszczot o północy, o drugiej nad ranem, o czwartej nad ranem, o szóstej rano… Pan Kot to pracowite zwierzątko. Opracował i opatentował Nocny System Budzenia Służby. Etap pierwszy-obserwacja. Etap drugi- bliskie spotkanie twarzą w twarz. Etap trzeci-delikatne muśnięcie wibryssami policzka lub nosa służącego. Etap czwarty-odcięcie dopływu powietrza do służącego przez położenie łapki na jego nosie. Etap piąty-oddanie się pieszczotom. Etap szósty- służba może uciąć sobie godzinną drzemkę… Etap pierwszy… Nastaje świt… Idziemy do kuchni…
Tak, służymy naszemu kotu. Ta praca to czysta przyjemność i wykonujemy ją z oddaniem. Każda chwila spędzona z naszym kocim towarzyszem wnosi do naszego życia moc radości i odprężenia.
Patrząc na Pana Kota śmiało mogę powiedzieć, że jest on dziełem naszego stwórcy. To cud natury. A my słusznie zostaliśmy stworzeni, aby mu służyć. Jest doskonały w każdym kocim calu. To dostojny indywidualista, znający swoją wartość, a miłość dozuje z rozwagą, dzieląc pomiędzy nas – swoich oddanych opiekunów.


Że to niby o mnie ? Oj pańcia, przynudzasz.
Obrazek