„Żartownisie”
- Opowiem Wam, jak to próbowałem zrobić Niuni kawał i czym to się dla mnie ostatecznie skończyło. Ale nie radzę próbować tego w domu!
- Niunia! Znalazłem w krzakach jakiś tajemniczy patyk, który wygląda na czarodziejską różdżkę. Może byśmy go wypróbowali?
- Nooo nieeee wieeeem. Jakoś nie mam zaufania do tych twoich dziwacznych pomysłów – Niunia, jak zwykle z dystansem podeszła do sprawy.
- Machnę nim tylko raz, tak na próbę, wypowiem zaklęcie i może zmienisz się np. w orła! O! Jako orzeł miałabyś całe to ptactwo naszego ogrodu tylko dla siebie – kusił Koko.

– O tak! Czary, mary i pach!!!
- WOW! Zadziałało!!!

Ale nie za bardzo mi o to chodziło – Koko dojrzał w miejscu Niuni inny obiekt. - Muszę to błyskiem odkręcić. Czary, mary i pach!!!
- No! Mam szczęście, udało się. Ufff… - Koko odsapnął z ulgą, widząc z powrotem Niunię w pełnej krasie i na swoim miejscu.
- Głupie żarty! – Niunia podsumowała eksperyment z dezaprobatą.
- Ale już wiem, w czym rzecz. Jak chcesz być orłem, to musisz wdrapać się na drzewo, a nie siedzieć w trawie, jak grzyb. Dawaj, mała! Tym razem powinno się udać! – Koko zapalił się jeszcze bardziej do kolejnego eksperymentu.
- Na drzewo, powiadasz? Po raz PRZEDOSTATNI ci zaufam – Niunia błyskiem wykonała skok wzwyż bez najmniejszego odbicia, a z pobliskich zarośli Koko migiem rzucił wiadome zaklęcie.
- No, prawie mi się udało! – Koko skrupulatnie zanotował nowy wynik w swoim kajecie eksperymentatora.
– Muszę jeszcze tylko wzmocnić formułę. Czary, mary i … pach, pach, pach, pach, pach! O kurcze! Znowu nie orzeł, ale tym razem pięć szpaków. Tylko który z nich to Niunia?
- Do stu piorunów i psia krew!!! – siarczyste zaklęcie Koko na szczęście przywróciło blondynę do pierwotnej postaci.
- Czekaj no, ty gagatku! Niech cię dorwę!

– rozsierdzenie Niuni tym razem sięgnęło zenitu.
- Gdzie się ukryłeś?
- Aaaa! Strusia z głową w krzaku udajesz, kochasiu? – Niunia namierzyła w końcu żartownisia i …
… umiejętnie zastosowała wobec niego wcześniej wypróbowaną formułę: „Czary, mary i pach!!!” – Wynik nie był trudny do przewidzenia.

Tyle, że bez różdżki magia działała krótko i niebawem Koko w całej okazałości zmaterializował się w domu. Potem do wieczora siedział już grzecznie na drapaku, potulnie oglądając w TV przygody Żwirka i Muchomorka.
