Re: Byczki dwa Tami & Tobi i na zawsze z nami Brysia*
: 21 lip 2015, 14:13
Jakoś trzeba to przewegetować, choć trochę nie wiem za co najpierw się zabrać
Za to mogę Wam opowiedzieć jakie przeżycia mieliśmy, które mnie o zawał serca o mało nie przyprawiły <strach>
Tobinek wiadomo, chodzi na spacerki tylko na szelkach i długim sznurku. Za to Tami ponieważ jest grzeczny, to sobie sam chodzi. I takie porządne ziółko, które grzecznie sobie wychodziło na tarasik, chodziło tylko po kostce, bo po trawce nie potrafi, wyczaił moment jak pilnowałam Tobinka i poszedł sobie zwiedzać wszystkie strony domu. Tami nie jest jakimś wielkim wielbicielem wychodzenia. Wychodzi posiedzieć trochę na taras, a potem wraca do domu i sobie leży i patrzy przez firankę. Ja oczywiście pewna, że poszedł sobie do domu, to mi nawet nie przyszło do głowy sprawdzać, gdzie on jest, potem pytam Tż-ta czy Tami w domu, a on, że nie <strach> <strach> <strach> Ja w panice zaraz leciałam na około domu, patrzę a Tami sobie spokojnym spacerkiem zaszedł do przodu i sobie zwiedza
Na szczęście tylko raz taki numer wywinął i chyba stwierdził, że tam nie ma nic ciekawego, bo teraz to tylko na tarasie posiedzi i jak go tylko Tobi zaczyna molestować swoim ocieraniem to zaraz ucieka do domu. Oczywiście już nie napiszę, co się nasłuchałam od Tż-ta o mojej nieodpowiedzialności itp.
Tobinek za to chyba postanowił dorównać Missuni w osiągnięciach łowieckich i strasznie się denerwuje i czai na wszystkie ptaszki, a żeby było jeszcze lepiej to próbował nawet upolować "naszego" Uszatego. Czaił się na niego przez pół trawnika, aż mu się na szczęście sznurek skończył <lol> zostało mu jakieś 7 metrów do celu. Zając jakoś sobie specjalnie nic nie robił z tego, że się Tobinek do niego skradał. Ale na szczęście to za dobry zawodnik jest w biegach, więc na pewno Tobi nie miałby szans.
Wczoraj Tobi dostał głupawki na dworze (to chyba przez ten antybiotyk) i tak się puścił biegiem, że wjechał nam prosto w przekopane pole. Wyglądał okropnie, więc się jego wczorajszy spacer skończył w prysznicu na myciu całego podwozia <mrgreen>
Za to mogę Wam opowiedzieć jakie przeżycia mieliśmy, które mnie o zawał serca o mało nie przyprawiły <strach>
Tobinek wiadomo, chodzi na spacerki tylko na szelkach i długim sznurku. Za to Tami ponieważ jest grzeczny, to sobie sam chodzi. I takie porządne ziółko, które grzecznie sobie wychodziło na tarasik, chodziło tylko po kostce, bo po trawce nie potrafi, wyczaił moment jak pilnowałam Tobinka i poszedł sobie zwiedzać wszystkie strony domu. Tami nie jest jakimś wielkim wielbicielem wychodzenia. Wychodzi posiedzieć trochę na taras, a potem wraca do domu i sobie leży i patrzy przez firankę. Ja oczywiście pewna, że poszedł sobie do domu, to mi nawet nie przyszło do głowy sprawdzać, gdzie on jest, potem pytam Tż-ta czy Tami w domu, a on, że nie <strach> <strach> <strach> Ja w panice zaraz leciałam na około domu, patrzę a Tami sobie spokojnym spacerkiem zaszedł do przodu i sobie zwiedza
Tobinek za to chyba postanowił dorównać Missuni w osiągnięciach łowieckich i strasznie się denerwuje i czai na wszystkie ptaszki, a żeby było jeszcze lepiej to próbował nawet upolować "naszego" Uszatego. Czaił się na niego przez pół trawnika, aż mu się na szczęście sznurek skończył <lol> zostało mu jakieś 7 metrów do celu. Zając jakoś sobie specjalnie nic nie robił z tego, że się Tobinek do niego skradał. Ale na szczęście to za dobry zawodnik jest w biegach, więc na pewno Tobi nie miałby szans.
Wczoraj Tobi dostał głupawki na dworze (to chyba przez ten antybiotyk) i tak się puścił biegiem, że wjechał nam prosto w przekopane pole. Wyglądał okropnie, więc się jego wczorajszy spacer skończył w prysznicu na myciu całego podwozia <mrgreen>





