Ale akcja!
Właśnie wracamy z Chłopem z piwa ze znajomymi, a tu podchodzi do nas, tuż przed naszą klatką, ewidentnie oswojony nieduży bury kotek.
Na moje niewprawne oko młodziutki/a jeszcze, bo gdzieś 1/3 , no może połowa Eris wielkościowo. Wygląda na zdrowego, w miarę chyba zadbanego, ale nie miał żadnej obróżki i nie widzieliśmy go wcześniej. Może uciekł, może się zgubił, może ktoś wywalił.
Przed schodami stało wystawione mleko, więc pewnie ktoś jeszcze kocika zauważył. My na razie znaleźliśmy w szafce mieszankę Smilli z Kattovitem, którą nam pani Irenka dała rok temu "na start" i sporo zostało, nasypaliśmy, wcina.
Jak do jutra się nie ruszy, to chyba zawieziemy ją (Chłop ocenił, że to Ona, nie ma atrybutów) do weta na poszukiwanie chipa. Może się znajdzie właściciel. Jeśli nie, to będziemy kombinować, komu by ją chociaż na jakiś czas podrzucić, bo wyjeżdżamy na weekend a potem za tydzień na urlop i nie ma szans, żeby siedziała przez ten czas z Erisią w domu. A potem będziemy myśleć najwyżej...
Co te kociki tak do nas, forumowiczek, ostatnio
