Samo pobieranie to była tragedia. Zleconych było bardzo dużo badań, więc potrzeba było sporo krwi. Zanim udało się pobrać potrzebną ilość, pokłuła Bogusiowi trzy łapki. Nie wiem, czy ta kobieta robiła to nieumiejętnie, czy Boguś ma takie słabe żyłki, stres pewnie też swoje zrobił. W każdym razie w trakcie pobierania robiły się Bogusiowi w miejscu wkłucia takie "buły". Z dwóch tylnych łapek się nie udało pobrać, dopiero za trzecim razem, gdy wkłuła się w przednią łapkę udało się pobrać krew. Wyniki częściowo będziemy mieli dopiero jutro. Najdłużej, bo około tygodnia musimy czekać na troponinę. Wyszliśmy oboje z lecznicy umordowani. Boguś bardzo źle znosi wyjścia z domu. Jazda samochodem to dla niego koszmar. Samo pobieranie dzielnie zniósł, spokojnie czekał co mu zrobią. Ale pewnie dlatego był taki spokojny, bo był sparaliżowany strachem.
Dziękuję za Wasze kciuki i ciepłe myśli
