W sumie, to jestem jeszcze na chodzie, więc...
Zacznę od najważniejszego, a najważniejsze w naszym wyjeździe, jak wiadomo, to Mama. Mama ma się dobrze, po mału wraca do zdrowia. Ciśnienie stabilne, obniżone (przez co czuje się słaba), ale myślimy, że, na wszystko potrzeba czasu. Ja wciąż jestem dobrej myśli i wierze, że już wszystko będzie dobrze :-)
Mama <serce>
Tinka. Morda moja kochana

minęly dwa miesiące od operacji i odpukać w niemalowane, wydaje się, że jest dobrze. Na dniach Rodzice jadą z nią do kontroli. I w tym wypadku, musi być dobrze <serce>
W końcu mogłam poznać młodego kawalera :-) Bahir jest piękny! Ma krótke, gęste futerko i piekne miodowe oczy. Jest towarzyski, tam gdzie człowiek, tam i on. Rozrabiaka niesamowity :-) We wtorek byliśmy na zabiegu kastracji. Dzień później, zachowywał się, jak gdyby nigdy nic się nie stało :-)
Przepraszam, za sesje pościelową, ale chciałam Wam pokazać, jak wyglądają relacje Tiny i Bahira. Początki były trudne, teraz jest tak :-)
Przed wylotem, nie chcąc zapeszać, nic nie mówiłam, ale teraz
wiem, że to nie ładnie, ale musze się pochwalić <mrgreen>
Miałam wielką przyjemność poznać Panią Dorote i jej cudne puchate towarzystwo <klaszcze> Głaskałam maluszki, Ori- no poprostu <serce> jak na zdjęciach, CUDO! Szymon całą droge powrotną zachwycał się Peri <lol> Negra, szalona i ufna, ganiała za piórkami :-)
Wszystkie koty piękne! Tylko nie wszystkie chciały się przywitać :-> Z tego miejsca, chciałam podziękować Pani Dorocie za spotkanie
mam nadzieje, że jeszcze kiedyś, uda się to powtórzyć :-)
a teraz, wprost z archiwum, Lumi <serce>
Wydaje mi się, że tym razem kolonie odbyły się mniej stresowo. Waga co prawda spadła, było 54oo, jest 52oo,
na zdrowie jej wyjdzie, tak to sobie tłumacze 
ale nie była tak wystraszona jak ostatnio. Drugiego dnia pobytu, zwiedzała już mieszkanie, spała na łóżku, przychodziła do Cioci Ewy do salonu. Dostałam zdjęcia, jak bawi się słomeczką i szarpie sznurki od żaluzji :-) Moja mała, ciesze się, że jest już z nami <serce>
Podsumowując, pobyt bardzo udany, ale jak zwykle za krótko...
Teraz znów odliczam, byle do marca :-)
Kossano, dziękuje za pamięć
Yamaha, z tymi obiadami to jest tak, że ja uwielbiam Mamine obiadki, ale nie w takich ilościach w jakich są w domu serwowane <mrgreen> stąd, nie mam listy życzeń, bo wiem jak to się skończy, poprosze o jedno, dostane trzy inne, w dodatku w porcji jak dla... wojska
dobranoc!
