Witam Kasiu K. :-) Bardzo mi miło, że Ci się spodobał nasz wątek.
Trochę się nazbierało tych stronek przez ponad 5 lat <mrgreen>
Dzisiaj była próba spotkania ze śniegiem numer dwa
Wstaję rano, patrzę, a na tarasie napadał świeży śnieżek i to pod samo okno, więc myślę sobie ... luzik, Tobinek na pewno nie wyjdzie, to otworzę miśkom okno i zobaczę co będzie <mrgreen>
Towarzystwo czterołapne, jak tylko usłyszało, że balkon się otwiera to migiem zmaterializowało się pod oknem. I tutaj nie pomyliłam się wcale, Tobinek wystawił głowę na dwór, ale już łapek i dupki to nie. Potem zaczął kombinować, jak tu wyjść, żeby nie nadepnąć na to białe, straszne coś... i wymyślił

Przy oknie na dole jest kawałeczek murku, szerokości ok. 7 cm i zaraz jak okno się kończy to przy ścianie stoi ława pod którą oczywiście śniegu nie było, więc Tobinek jak baletnica przykleił się do szyby i wyszedł na dwór po tych 7 centymetrach. Nie zdecydował się jednak na przeskoczenie pod ławkę i rakiem wycofał się z powrotem do domu <lol> Próbował tak ze trzy razy
A Tamiś najspokojniej w świecie sobie siedział w progu i niuchał co tam na dworze czuć. Na spacerek się nie miał zamiaru zdecydować
Potem mieliśmy inne atrakcje, które były bardzo straszne <strach> Spadł deszcz, który namoczył śnieg na dachu, który zaczął z hukiem zjeżdżać na dół. Tamisia to nie ruszyło, poszedł na szafę i oddał się swoim codziennym medytacjom nad losem swojego brzuszka
Za to Tobinek latał od jednego okna do drugiego i patrzył z taką przejętą miną, choćby nie wiem co się tam działo. Ogonek to mu tak latał, że mógłby spokojnie nim dywan wytrzepać <lol>
Takie to atrakcje niedzielne mieliśmy dzisiaj <mrgreen>