Muszę Wam powiedzieć, że Juleczkowi się polepszyło, ale chyba za bardzo niż powinno! Wczoraj wieczorem około 23 był już całkiem normalny, ładnie chodził, nie chwiał się. Zarysykowałam nawet i dałam mu odrobinę delikatnego indyka z Gerbera. Grzecznie położył się spać i przespał całą noc i o 6.30 wstał na lekkie śniadanko.
Zachowywał się jak wcześniej, tulił się, całował, był ciekawski.
Aż do tego momentu!
Teraz zachowuje się, jakby wstąpił w niego diabeł. Wyraźnie ma do mnie ogromne pretensje, wpatruje się gniewnym wzrokiem, syczy, fuczy, wydaje dziwne pretensjonalne dźwięki, nie daje się pogłasakać bo od razu atakuje! On mi chyba tej kastracji do końca życia nie wybaczy...
Czy może wystąpić taka duża agresja po kastracji? Jeszcze godzinę temu wszystko było 'po staremu', a teraz to diabeł wcielony...
Czy może jego coś boleć? Może lek przeciwbólowy przestał działać?
Spotkaliście się z takim zachowaniem Waszych Brysiów po zabiegu???
